Godzina 10.36 to dziś dla mnie bardzo ważna godzina. Kto wie czy to, nie jest najważniejsza w tej dekadzie mojego życia godzina. O tej właśnie godzinie przykryłam lnianą ściereczką swój pierwszy drożdżowy chleb, do jego pierwszego wyrośnięcia. Wyrabiając ciasto przyszła do mnie taka oto myśl, że NIGDY NIE PRZESTAJEMY BYĆ KOBIETĄ. Choć ta nasza kobiecość bywa wredna i wybredna, impulsywna i delikatna, trudna, nieznośna, histeryczna i himeryczna. Choć ta nasza kobiecość tak nas czasem strasznie wkurza, boli, rani, dokucza, to nigdy nie przestajemy być tą kobietą, której obraz kiedyś w swojej głowie narysowałyśmy. Choć doświadczenia uczą by na wiele lat schować ją do szuflady na samym końcu strychu, to i tak nigdy, nie przestajemy być TĄ KOBIETĄ Z TYCH NASZYCH DZIEWCZĘCYCH SNÓW. Choć na naszej drodze stają ci nie męscy mężczyźni, którzy oduczają nas bycia kobiecą kobietą, choć kobiecość staje się jednym wielkim problemem, choć wychodzi z mody, choć nie pasuje do realiów na...