Przejdź do głównej zawartości

Pragnienie wolności absolutnej

 

Pragnienie wolności absolutnej

Odkąd pamiętam chciałam być dorosła. Nigdy nie pragnęłam niczego bardziej niż niezależności, która zdawała mi się drogą do wolności.

Dzieciństwo wspominam jako koszmar zależności od rodziców i silne pragnienie totalnego uniezależnienia się od nich. Proszenie o pieniądze, dyrdymały związane z życiem pod czyjeś dyktando były dla mnie tragedią nie do zniesienia. Tak lubiana zabawa lalkami przez moją siostrę, dla mnie ledwie rok starszej była totalną dziecinadą. Zupełnie jak gdybym urodziła się pamiętając jeszcze poprzednie wcielenie, gdy zmarłam nagle, jako świeżo upieczona maturzystka.

Odkąd stałam się istotą samodzielnie chodzącą po tym świecie, łaziłam własnymi drogami. Najlepiej czułam się łażąc samotnie po Babcinym sadzie. Choć od tamtej pory minęło 40 lat, cały czas kocham samotne spacery po Babcinym sadzie. Korony brzóz i świst ich liści jest jednym z moich ulubionych dźwięków a kora silnego dębu jest tym do czego kocham się tulić. Nawet świerki są dla mnie wciąż, jakieś infantylne i nie zrozumiałe.

Odkąd poznałam mitologie zakochałam się w wilkach i choć czas biegnie ta miłość także nie mija.

Częściej niż czasem tęsknie za czasami, gdy w piątek po pracy zjeżdżam do Babci i już tam zostaje na cały weekend. Coś tam sobie z Babciunią rozmawiamy, coś tam sobie gotujemy, wyrywamy chwasty. Tęsknię za smakiem wody z Jej studni, za kroplami rosy na stopach i gwiazdami, gdy wieczorem siedziałam na schodach. Najmocniej jednak tęsknie za tą Jej wiarą we mnie oraz nieprawdopodobna i bezwarunkową miłością jaką mnie darzyła. Tej miłości i przyjaźni Babci nie da się z niczym porównać i zawsze będę uważała, że bycie Jej wnuczką to moje największe w życiu szczęście. Moja Babcia nauczyła mnie, że wolność to kochać i akceptować drugiego człowieka takiego jakim on jest.

Gdy przestałam być dzieckiem a zaczęłam być świeżo upieczoną maturzystką na mojej drodze pojawił się mężczyzna ze snu małej dziewczynki, którego mimo upływu lat nie zapomniałam. Mężczyzny w białej koszuli na czarnym koniu, który śniłam gdy byłam jako dziecko w szpitalu.

Marek był idealnym towarzyszem, zwłaszcza na tamten czas. Dziki, wolny, spokojny. Jedyny na tyle stanowczy by okiełznać narowistego konia. Jedyny na tyle spokojny, by oswoić wilka. Jedyny na tyle wolny, by niebieski ptak zapragnął założyć gniazdo.

Artystka i przedsiębiorca. Ona w niebie, on na ziemi. To się nie mogło i to się musiało udać. Miłość to kompromis. Dlatego On został kierowcą ciężarówki, Ona handlowcem. Razem i osobno - wiecznie w trasie. Droga była czymś co obydwoje kochaliśmy.

Wspominając tamten czas w życiu mam wrażenie, że tylko On mnie rozumiał, tylko on rozumiał czemu z każdej podróży przywożę miliardy zdjęć drogi.

Jeszcze ten konwenans, życie pod linijkę, to ciągle dopasowanie do świata. Żadne z nas nie umiało się w tym odnaleźć i żadne z nas tego nie chciało. Wolność była naszym pragnieniem największym dlatego zupełnie mnie nie dziwi, że w tamtym czasie nasze duszę się wybrały.

Zasypiając mówił mi „gdziekolwiek bym nie był, zawsze to samo niebo nad nami”.

Właśnie takiego Go pokochałam i za takim nim tęsknie. Za tym człowiekiem, który tak jak ja kocha włóczyć się sobie tylko znanymi drogami. Wolnym i niezależnym. Totalnie wolnym i totalnie niezależnym.

Tamten związek nauczył mnie, że Wolność to też śmiech, tak silny że dostajesz od niego kolki. Wreszcie wolność to te wszystkie głupotki, które czynią cię tak innym od wszystkich ludzi na tej planecie. Rzecz nie polega na tym by iść przez życie samotnie ale by żyć z kimś przy kim masz odwagę robić te głupotki i kto ma w sobie by determinacje by wracać właśnie do ciebie, choć tak piękny świat go czeka. Tamten związek nauczył mnie, że miłość jest dopełnieniem a nie utratą wolności.

 

Wolność ma w sobie pęd nadmorskiego wiatru, przestrzeń mazurskich pól, siłę tatr, zapach lasu i lekki krok wilka.

 

Między małą dziewczynką a dorosłą kobietą jest jeszcze dwa etapy.

Ten gdy jest jeszcze młoda i ten, gdy zdaje sobie sprawę, że zaczyna być dorosła.

Młodość ma smak wolności. Wolności absolutnej. Już nie musisz nikogo prosić o zgodę, pytać o zdanie, żebrać o kieszonkowe. Możesz wyjść tak jak stoisz i pójść przed siebie. Masz jeszcze siłę by tańczyć całą noc i kondycje by nie spać cały tydzień. Wizja świata, siebie, życia nie jest zabrudzona jeszcze żadnym syfem tego świata. Wciąż masz w sobie te cudowną naiwność dziecka i pełną akceptacje siebie taką jaką jesteś. Przynajmniej ja mając lat 20 taka właśnie byłam. Niezwyciężona, pewna że niema dla mnie rzeczy nie możliwych, przekonana, że gdziekolwiek nie polezę mój Anioł Stróż mnie obroni.

I ten drugi etap, gdy stajesz na tym progu dorosłości. Instynkt macierzyński cię wzywa, krzycząc głośniej niż twoje odwieczne pragnienie wolności. Już nie chcesz być wolna, lekka, niezależna. Zaczynasz zbierać kolorowe piórka, gałązeczki, szkiełka i sznureczki. Choć wcale tego nie chcesz i doskonale wiesz, że to w brew twojej naturze zaczynasz wić gniazdko niczym ptak. Błąd, którego nie zauważasz polega na tym, że z wolnego łabędzia, zamieniasz się w przykutą do gospodarskiego karmnika kurą. Kura jak każdy ptak, niby potrafi latać ale nie ma już tych zdolności, które mają dzikie ptaki. Jej skrzydła nie są zdolne unieść jej wyżej niż sięga najwyższa grzęda kurnika.

Czyż jednak nie na tym właśnie polega dorosłość, że z dumnego żurawia, subtelnego łabędzia, lekkiego skowronka - stajesz się leniwą kurą albo co gorsza strachliwym strusiem?

Zatem mając lat 28 poczułam się stara i postanowiłam zostać kurą.

On przestał być silnym żurawiem, ja delikatną czaplą. Zostaliśmy parą kury i koguta budującą stanowczo za ciasny kurnik.

Są ptaki, które urodziły się kurami. One nie znają smaku wolności. W ich żyłach nie płynie błękitny wiatr. Gdy młoda kura zaczyna samodzielnie zarabiać na swoje utrzymanie znosząc korporacyjne jajka to jest to dla niej zupełnie naturalne.

Są jednak ptaki, które urodziły się wolne i choć by nawet bardzo się starały ich instynkt zawsze będzie je pchał ku wolności.

Dokładnie tak samo jest z udomowionymi wilkami i dokładnie tak jest z ludźmi.

Niektórych zwyczajnie nie da się oswoić.

 

Po rozstaniu marek pozostał w kurniku. Po jakimś czasie nawet znalazł kurę pasującą do tamtego świata. Tłumiona Wolność, którą miał w sobie przyjęła postać agresji. Został toksycznym mężem, lub jak kto woli jastrzębiem żyjącym w kurniku.

 

Ja poszłam własną drogą, której próbuje wciąż nadać sens.

Poszukując go, już jako dorosła kobieta dowiedziałam się, że Wolność ma bardzo wysoką cenę. Ta cena to ostracyzm, osamotnienie, tęsknota, lęk o najbardziej prozaiczne sprawy, totalne niezrozumienie społeczeństwa. W dorosłym życiu okazuje się, że na świecie żyją jeszcze inne ptaki. Choć są wolne to żyją w zamkniętych grupach. Ich pióra są czarne, brązowe lub po prostu szare. Mają swoje tereny, na których zdobywają pożywienie. Mają swoich ludzi, którzy je dokarmiają. Mają przywódcę stada, który nadaje kierunek ich lotom.

A ty jesteś niebieskim ptakiem, który nigdzie nie pasuje.

Świat jest bowiem tak skonstruowany, że albo jesteś przeciętny, albo jesteś agresorem albo obiektem agresji. Albo działasz w grupie i masz ochronę oraz pożywienie. Albo ciągle przeganiany żyjesz na progu ubóstwa, nędzy i niezrozumienia.

Albo złamiesz swój własny kręgosłup i dopasujesz się do jakiego kolwiek stada albo umrzesz z głodu i wycieńczenia samotnie.

To żaden wybór tak naprawdę.

 

Właśnie z tej przyczyny, Życie jest sztuką kompromisu.

Związek z kierowcą ciężarówki, albo kimś innym, kto jest ale w sumie to go nie ma. Własna firma, w której nikt poza tobą nie sprawuje kontroli nad tym jaki i ile zarabiasz. I ta odrobina szaleństwa gdy w sobotni wieczór zamiast kolejnego serialu zapalasz świecę i piszesz coś na bloga, którego bezpiecznie nikt nie czyta.  To też jest wolność. Choć nie ta, którą czuje w sercu to jednak jakaś jest.

 

Jako dorosła kobieta, której zwierzęciem mocy stał się wilk, wiewiórka i sroka oraz dwa żurawie i jedna papuga wraz z tukanem, tak sobie myślę, że nie ma sensu na siłę dopasowywać się do jakiegokolwiek stada, do jakichkolwiek ramek. Obce stado zawsze będzie nas próbowało zadziobać, zniszczyć oskalpować. Po tych latach błagania by mnie przyjęto do jakiej kolwiek bandy, grupy, społeczności że nie wspomnę o relacji wiem, po prostu wiem, że to co jest w brew naszej naturze i tak się skończy. Ta praca, ten związek, to życie może trwać latami ale i tak się skończy.

Żałuje że nie wiedziałam tego gdy miałam 28 lat i wydawało mi się że jestem stara. Moje ciało nie było zużyte latami służenia mi w kajdanach, zbrojach. Nie było poranione agresją nic nie rozumiejących kogutów i innych kurowatych. W mojej głowie nie było doświadczeń odzierających z tej cudownej młodzieńczej naiwności. Iluż ja bym w życiu błędów nie popełniła, gdybym raz w życiu powiedziała sobie „odpuść, to nie ma sensu”.

Z jakiegoś niezrozumiałego powodu nagle zaczęłam się panicznie bać czegoś co tak bardzo kochałam a czym jest Wolność. Czasem widziana jako samotność, czasem jako dziwactwo, czasem jako ekscentryczna fanaberia, a czasem jako szaleństwo.

 

W życiu dorosłej kobiety przychodzi także i taki moment, gdy nie ma już siły walczyć. Opuszcza gardę, nawet nie próbuje ubierać żadnej zbroi. Książe jest dla niej infantylnym narcyzem, rycerz ma zakuty łeb. Cera się zmienia i żaden kosmetyk nie jest zdolny ukryć szarości twarzy. Cellulit, zmarszczki, średniej jakości kondycja, znajomi którzy stali się zrzędliwymi tetrykami. Synonim wolności jakim było auto to kolejny wydatek. Przed wolnością we własnej firmie widzisz opasłego grubasa który żeruje na tobie a którym są wszyscy od urzędników przez kontrahentów, po otoczenie, które wysyła cie na etat do stonki albo innej ropuchy. Skołatane serce latami życia w stresie samo już nie wie jak ma pracować. Wpada więc  w arytmie a ty łapiesz zadyszkę. Nerka traci do ciebie zaufanie, więc na wszelki wypadek magazynuje wodę o której dostarczaniu ty ciągle zapominasz. Stłamszone emocje i niewypowiedziane słowa odkładają się w postaci guzów na tarczycy. Na plecach w miejscu ran po tych wszystkich nożach pojawiają się toksyczne pieprzyki.

Nasze ciało zawsze wystawia nam rachunek za to jak było przez nas traktowane.

Ach czemu mając lat 28 dałam sobie wmówić, że jestem stara gruba i brzydka.

O ile łatwiej było by mi uwierzyć dziś, że jestem śliczna, gdybym wtedy doceniła piękno tamtej urody.

Przychodzi taki moment w życiu kobiety gdy się poddaje.

I wtedy właśnie przestaje walczyć z facetami, facetkami, urzędnikami i innymi celulitami.

I to jest właśnie ten moment, gdy w brew wszystkim i wszystkiemu dostrzega jak jest wyjątkowa i jak jest piękna.

Nie pięknem uroczej dziewczynki, nie pięknem szalonej nastolatki ani nie pięknem tej świeżej dwudziestolatki. Ale pięknem tych wszystkich burz, którym się nie poddała. Piękna niczym kora silnego dębu. Piękna niczym siarczysty mróz na policzkach, piękna niczym księżyc w pełni, niczym słońce chylące się ku zachodowi. Piękna siłą własnych doświadczeń.

Poddać się, zdjąć zbroje, stanąć nago przed lustrem i docenić ten błysk w oku, który mimo upływu lat się nie starzeje. To też jest wolność.

 

Gdybym dziś mogła spotkać tamtą Basie stojącą u progu dorosłości to bym jej powiedziała „opuść gardę, nie walcz, a nade wszystko nie próbuj się dopasować do innych ludzi. Prawdziwa wolność to akceptacja siebie dokładnie taką jaka jesteś, bo właśnie taka jesteś doskonała”.

 


Mając lat 45, w rocznicę zapalenia swojego pierwszego papierosa zrozumiałam, że wolności w żaden racjonalny sposób nie da się nazwać ani opisać. Ona po prostu jest, gdzieś głęboko w nas albo jej po prostu nie ma bo nie leży w naszej naturze. 

 

Próbując zdefiniować uczucie jakim jest wolność, zauważyłam że w życiu można nam odebrać niemal wszystko z wyjątkiem wykształcenia, miłości i wolności.

Możemy stracić absolutnie wszystko. Zdrowie, urodę, firmę, dom, pieniądze, przyjaciół, rodzinę, samochód, godność. Ale nikt nigdy nie zdoła odebrać nam naszego wykształcenia, nawet jeśli cofnie nam uprawnienia to nie odbierze wykształcenia. Nikt nawet śmierć nie zdoła sprawić, że przestaniemy kochać. I nie ma takiej siły, która sprawi że pragnienie wolności przestanie rozpierać nasze serce.

Wolność jest niedefiniowalnym w żaden racjonalny sposób stanem ducha.

Wolność jest największym darem a jednocześnie najtrudniejszą z dróg.

 

Od pragnienia wolność nie da się uciec. Ono jest niczym wiatr.

Choć zupełnie nie pojmuję tego uczucia to niezmiennie

Kocham być wolna niezalenie od wszystkich i wszystkiego, cokolwiek by to nie znaczyło.

 


Ściskam Tańcząca z Wilkami Zora.

 

Ps. Jakżeż cudownie mi przy płomieniu świecy, pisać w te zimową noc. Tak to też jest wolność 😉

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kwiatki na dzień Matki

  Kwiatki na dzień Matki Obserwując przedwyborcze zmagania kandydatów na Prezydenta RP, zauważyłam że jedną z istotniejszych kart przetargowych, są prawa kobiet. Politycy prawicy stają w obronie dzieci nie narodzonych. Lewicy zaś w obronie prawa do decydowania o własnym ciele przez kobiety. Temat kobiet rozgrywany jest niczym rozdzielana szmata, między sępami. Argument jaki padł przez pytającego w jednej z debat brzmiał „kobiety nie chcą rodzić bo boją się, że nie będą mogły potem usunąć dziecka”. Przyznaje, że jest to jeden z większych absurdów jakie słyszałam. Ta teza powinna brzmieć raczej „kobiety nie chcą uprawiać sexu bo boją się że nie będą mogły usunąć błędu chwilowej przyjemności” lub „mężczyźni nie chcą mieć dzieci, więc unikają związków z kobietami bo nie można szybko pozbyć się potem kłopotu”, „ludzie nie mają ochoty na stosowanie antykoncepcji” itp. Generalnie każdy inny argument, niż ten który usłyszałam. Dziennikarka jednak wybrała najgłupszy z możliwych sposób wal...

Pukając do zamkniętych drzwi

  Pukając do zamkniętych drzwi Gdy pierwszy raz rozstawałam się z M, powiedział „rozumiem, że musimy się terez rozstać, masz racje fatalnie się zachowałem, ale proszę zamknij brame ale pozostaw lekko uchyloną furtke” Mniej więcej 3 miesiące później znów byliśmy razem. To rozstanie było nam bardzo potrzebne. Po pierwszym rozstaniu i po pierwszym powrocie, zmieniło się dosłownie wszystko. Mam wrazenie, że żadne z nas nie zmarnowało tych miesięcy bez siebie. Po tych paru miesiącach rozłąki, jeszci siłyze wiele lat tworzyliśmy naprawdę zgrany duet i bardzo fajny związek. On dopiero wtedy stał się naprawdę dobrym związkiem. Po kolejnym rozstaniu, nasz związek przetrwał ledwie rok. Ale to były zupełnie inne okoliczności. Niestety tym razem stanęła między nami straszna anna, która wyzwalała w nim tak silną agresje, że już nic się z tym nie dało zrobić. Gdy pojawiają się nieporozumienia, warto walczyć. Niestety gdy pojawia się przemoc, nie ma już co ratować. Brak szacunku, zawsze pro...

Lekka łatwa i przyjemna historia

Opowiadanie Tej historii opanowałam do perfekcji. Potrafię to robić w pierwszej osobie równie łatwo co w bezosobowej trzeciej. Te historie potrafię opowiadać jako mentor- ku przestrodze, jako przedsiębiorca – jako element biografii wybitnego człowieka i jako ja Barbara, która jej doświadczyła. Te historie potrafię opowiadać bez emocji jak bym cytowała poradnik psychologiczny i emocjonalnie, jak bym czytała dobrą powieść, która do samego końca trzyma w emocjach. Moja osobista historia, najmniej wiarygodnie brzmi gdy opowiadam ją jako ja. Ja – Barbara Jastrzębska – która osobiście jej doświadczyła. Opowiadanie tej historii najmniej wzrusza samą mnie, gdy ją opowiadam. Zauważyłam, że nie ma człowieka na którym by nie zrobiła wrażenia. Nawet największa bezduszność nie umie przejść obok niej obojętnie. Ta historia to prawdziwy wyciskacz łez. Walka dwóch aniołów, z których jeden ciągle próbuje zniszczyć drugiego a ten drugi dzielnie staje ponad to czym został ugodzony. Jakże pi...