Panna Summer i jej Pies Po kilku dniach nieobecności, zmęczona i zawiedziona wracam do domu. Mam dość wszystkich i wszystkiego. Zwłaszcza brudnej Gdyni, przeładowanego pociągu interregio i ciężkiego plecaka, który towarzyszył mi 3 dni. Mam tak bardzo dość, że moje ciało przechodzi w tryb samolotowy, zasypiając przy każdej sytuacji bez względu na okoliczności. Na wyjazd i na powrót ta paskudna Gdynia wita mnie remontami, opóźnionymi pociągami i ludźmi, których nosy są w telefonach. Chyba właśnie ten widok, uświadomił mi że jestem na telefonicznym detoksie i cudownie mi z tym. W domu wita mnie pies, siedzący na fotelu piec. Pachnę inaczej, innymi miejscami, energią, wyglądam i czuje się inaczej. On nie wie co, ale wie że. Nie skacze, nie biega, ja zwykle po dłuższej rozłące. Po prostu wyciąga łapy i przytula. Jak by wiedział, że ten poranek nie należał do moich ulubionych. Rzucam ten cholerny plecak, zaparzam kawę i ideę na balkon. Nie mam ochoty nawet go ...