Przejdź do głównej zawartości

Nadwyżka energii

 

Nadwyżka energii

 

Po latach wytrwałej pracy, nadchodzi koniec.

Jedziesz autobusem, patrzysz na ulice, na jakiś pośpiech, jakąś awanturę, jakieś zachowania. Mijasz miejsce pracy wieloletniego kumpla, któremu w ramach odrabiania kolejnych lekcji zamknęłaś drzwi. Twoje uszy słyszą dobrze znane rozmowy, na wybitnie znane ci tematy. Coś wymaga twoje reakcji. Coś inne wystarczy zamordować spojrzeniem.

 

Z za okien autobusu dostrzegasz specyficzną parkę i tego trzeciego, który już się całkiem złożył pod ławka. Jest dopiero 14-ta a ci już schlani do nieprzytomności. Piękna dulcynea z małym Tymbarkiem w ręku i jej prawie romantyczny Don Kichot.

Doskonale wiesz, że gdybyś w pewnym momencie nie podjęła tamtych decyzji dziś była byś tą osiedlową Dulcyneą. W duchu dziękujesz swojemu Aniołowi Stróżowi, że tak brutalnie cie zranił wpuszczając straszną annę do twojego łoża z pięknym Armandem. Doskonale wiesz, że gdyby tego nie zrobił dziś pod ławka leżał by chudy adaś żul a ty trzeźwa królowa, trzymałabyś soczek swojego księcia.

Ech jakie to szczęście, że wtedy odeszłam – myślisz mijając towarzystwo.

Kilka przystanków dalej słyszysz jakąś dziewczynę, która drze się do telefonu. Ewidentnie robi jakiemuś Mu awanturę.

Jesteś już w fazie „ech jakie to szczęście” zatem kolejna refleksja przychodzi natychmiast.

Tym razem dziękujesz samej sobie, że przez te lata walki z samą sobą nauczyłaś się odchodzić bez walki. Bo już nie musisz nikomu nic tłumaczyć. Uśmiechasz się czule do sfrustrowanej dziewczyny myśląc „jeszcze tyle pracy przed tobą”. Na tym etapie byłaś kilka lat temu.

W tym miejscu doganiają Cie kolejne myśli.

„już nie muszę” i „te lekcje mam już za sobą”.

 

Od momentu gdy w autobusie dogania cie pierwszy raz myśl „te lekcje mam już za sobą” mijają miesiące. Zdanie wraca jak bumerang coraz częściej.

Ilekroć chcesz posłuchać muzyki, twój youtube, podsyła ci mądrości Carla Junga, na temat dusz przebudzonych.

Tych sygnałów nie da się zignorować, chociaż bardzo się starasz.

Odrobiłaś jednak swoją lekcje, masz czas, energie i radość, którą chcesz się podzielić.

Nowe życie jeszcze nie zbudowane, wiec pukasz do zamkniętych drzwi.  

 

Pod świadomie liczysz się z konsekwencjami. Doskonale wiesz, że jeśli zignorujesz ten głos to cofnie cie tam skąd startowałaś. Tym razem Anioły mogą nie być tak chętne by Cię uratować z bagna w które się pakowałaś.

Z pośród wszystkich znajomych wybierasz tych, którzy zdawali się być najmniej toksyczni.

Dzwonisz do żaby. Żaba tradycyjnie narzeka. Nie ma żadnego super samca. Uf, myślisz. A jednak, się mylisz. Nie żaba nie ma toksycznego samca, za to ma toksyczną koleżankę. W tym rozdaniu to ona jest jej toksyną, którą próbuje na ciebie wylać.

Ech, że też ona nigdy nie odbiera gdy chcesz się jej na coś wyżalić a zawsze oddzwania gdy chcesz podzielić się dobrą energią. Toksyczni ludzie mają jakiś radar, czy co?

Twoje ciało wibruje już na zupełnie innej energii. Dawniej byś ją pocieszała, doradzała, zanurzyła się w jej problemie. Tym razem jest inaczej. Ku twojemu własnemu zaskoczeniu robisz się śpiąca. Ilekroć chcesz podzielić się jakąś mądrością po prostu ziewasz. Próbujesz ale się nie udaje. To nie jest pierwszy raz gdy coś ci przerywa ilekroć chcesz oddać swoje zasoby.

Odpuszczasz. Kończysz rozmowę, bo chce ci się spać. Ledwie się rozłączasz sen mija.

A więc to tak. Pojmujesz, że sen przyszedł jako sposób twojego ciała by ochronić zasoby.

 

Następny tydzień. Coś Cię znów gryzie. Znów dzwonisz do jednego z tych ludzi, którzy mają dług w banku przysług. Znów nie możesz podzielić się swoimi toksynami, bo ten który tyle ich na Ciebie wylał nie odbiera. Walczysz bez skutku. Schemat żaby się powtarza tym razem w osobie sławka.

Sławek oddzwania gdy mijają złe dni. W jego życiu nie ma już toksycznej milki, zatem jest szansa by znów był fajnym kumplem. No i na szansie się kończy. Jest przecież, jakiś komentarz w internecie, jakiś klient, jakiś brat, jakiś źle podzielony majątek, jakieś coś. Toksyczni ludzie zawsze mają jakieś coś.

Daremno próbujesz mu wysłać pozytywną energie, którą masz w nadmiarze. Na każde twoje tak on podobnie jak żaba i jej podobni ma tryliard swoich nie.

Wreszcie zirytowany kolega pod byle pretekstem rzuca w Ciebie samą pretensjami jaka to nie jesteś okrutna koleżanka i idzie w siną dal. Dawniej byś podjęła rękawice i odpowiedziała siarczystym sierpowym. Tym razem psu szczać się chce. Decydujesz, że a i owszem ale po spacerze.

Na dworze dostajesz jaśminowego gonga prosto w nos i odtąd nie umiesz się skupić już na niczym prócz zapachu tego jaśminu.

 

Kilka dni później orientujesz się, że jednak nie zareagowałaś. Toksyny jednak zostały. Twoja piękna, czysta energia została brutalnie zasrana, przez tych dwoje, troje, do których zadzwoniłaś by podzielić się dobrymi wiadomościami.

Chodzisz nabuzowana na tego czwartego. Och jak on cie denerwuję. Twoje emocje i przemyślenia są słuszne. Co do tego nie masz cienia wątpliwości. Przed laty wyraziłaś swoje zdanie na temat jego zachowania i jedno co zyskałaś to pretekst by ktoś pluł na ciebie jadem.

Szukając fajnej piosenki na bloga, trafiasz na ekstra składankę, która wraz z jaśminem odciąga cie od zamiaru wywalenia leżącego na wątrobie jadu.

Naszczeście jest andrzejek, który próbuje przekraczać granice i możesz się na nim wyżyć. Właśnie za to, że dzwoni gdy masz dobry humor i próbuje ci go zepsuć.

 

Przychodzi taki moment, że funkcjonujemy na zupełnie innej orbicie. Toksyczność, która jeszcze niedawno była czymś naturalnym dziś jest gównem, które śmierdzi. Wszelkie próby, by stać obok tego gówna kończą się wkurwem i z hukiem trzaśniętymi drzwiami. To jest ten moment, gdy dociera do ciebie, że już nie umiesz tak żyć. To jest ten moment, gdy wszystko tobie wrzeszczy, że nie chcesz otaczać się takimi ludźmi i sytuacjami.

To już nie jest kwestia wyboru. To ton nieznoszący sprzeciwu twojej własnej duszy, która nie godzi się na ich powrót w twoje życie.

Samotność pcha cie w dobrze znane nurty ale twoja siła nie umie się jej bezmyślnie poddać.

 

Co w tedy?

Co gdy wszystkie stare drzwi są zamknięte i ty mama nie masz ochoty ich otwierać?

Ile można uciekać w gry, kolorowanki, porządki, pracę?

 

Spójrz na listę zadań.

Tę listę z przed miesięcy, lat, tygodni.

Porzuconych zadań, marzeń, planów jest tak wiele. W szufladzie jest tak wiele maseczek, czekających aż je nałożysz. Na youtube jest tak wiele ćwiczeń, których wykonywania nikt ci już nie przerwie. Jest też ta składanka z którą tak cudownie się spaceruje. Jest tyle patyków, które czekają by zginąć w paszczy twojego radosnego psa.

Jest tak wiele zadań i pozytywności, dla których wreszcie masz czas i energie.

 

W początkowej fazie nowego, życie bez cudzych problemów, bez toksyn wydaje się pozbawione sensu, smutne, samotne. Bywają chwile, gdy rola Dulcynei zdaje się mieć większy sen niż szczyt, który zdobyłaś. Gdy jednak okazuje się, że nie umiesz już funkcjonować w dawnym szambie odkrywasz zupełnie nowy ląd. Jeszcze nie wiem, jak tam będzie. Ale już wiem, że moje ciało jest mi za te podróż wdzięczne. Już dostało te zaniedbaną maseczkę, już się zapisało na te zaniedbane badania, już ugotowało sobie coś pysznego. Wreszcie miałam na to czas, siłe, energie i zasoby.

Gdy jestem smutna nie mam ochoty rzucać piłeczki. Zatem smutny jest i mój pies. Gdy jednak mam te nadwyżkę, chętnie się nią dziele z tym, który najwięcej wnosi radości do życia. Uśmiechnięty pysk mojego psiaka to najlepsza inwestycja nadwyżki energii jaka powstała po zwaleniu zbędnych balastów.

 

Całe życie starałam się pomagać ludziom. Choć na swój temat usłyszałam wiele dobrego, nigdy nie czułam się doceniona przez tzw. „przyjaciół”. Tak zwanych, bo przecież nigdy nie była to przyjaźń, tylko zwykłe branie od kogoś kto tak bardzo chciał dawać.

Toksyczni ludzie zawsze chętnie biorą i zawsze znikają gdy się upominasz o zdrową wymianę, gdy sam potrzebujesz.

Prze całe lata sądziłam że tak właśnie trzeba. Że trzeba się rozdawać, dawać i pomagać. Długo mi zeszło nim zrozumiałam, że nie mam nic, bo się cała rozdałam.

Dziś gdy nie chcę już być dawcą nie ma „przyjaciół”. W raz z nimi odeszły nie moje obciążenia. Moje życie powoli się naprawia a ja mam siłę by zrobić wreszcie to wszystko na co zawsze brakowało mi siły.

Dziś moje zasoby są dla mnie samej. Dziwny stan a jednocześnie niezwykle wartościowy. Lekcja, której się dziś uczę to dawanie swoich własnych zasobów sobie samej.

Zamiast serii wyjaśnień oddaje te energie swojemu zdrowiu, pracy, przyszłości.

Nikt komu pomogłam nie wrócił by mi pomóc. Zyskałam jednak coś znacznie cenniejszego.

Choć na pewnym etapie widziałam tylko straty. To dziś widzę, że po prostu wyniosły się śmieci. Nie straciłam tylko uporządkowałam i zrobiłam miejsce na nowe, moje własne. Odzyskałam siebie i energie by budować własne życie.  

Cudownie mi z tym.

 

Dobrego dnia.

Zora

 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kwiatki na dzień Matki

  Kwiatki na dzień Matki Obserwując przedwyborcze zmagania kandydatów na Prezydenta RP, zauważyłam że jedną z istotniejszych kart przetargowych, są prawa kobiet. Politycy prawicy stają w obronie dzieci nie narodzonych. Lewicy zaś w obronie prawa do decydowania o własnym ciele przez kobiety. Temat kobiet rozgrywany jest niczym rozdzielana szmata, między sępami. Argument jaki padł przez pytającego w jednej z debat brzmiał „kobiety nie chcą rodzić bo boją się, że nie będą mogły potem usunąć dziecka”. Przyznaje, że jest to jeden z większych absurdów jakie słyszałam. Ta teza powinna brzmieć raczej „kobiety nie chcą uprawiać sexu bo boją się że nie będą mogły usunąć błędu chwilowej przyjemności” lub „mężczyźni nie chcą mieć dzieci, więc unikają związków z kobietami bo nie można szybko pozbyć się potem kłopotu”, „ludzie nie mają ochoty na stosowanie antykoncepcji” itp. Generalnie każdy inny argument, niż ten który usłyszałam. Dziennikarka jednak wybrała najgłupszy z możliwych sposób wal...

Pukając do zamkniętych drzwi

  Pukając do zamkniętych drzwi Gdy pierwszy raz rozstawałam się z M, powiedział „rozumiem, że musimy się terez rozstać, masz racje fatalnie się zachowałem, ale proszę zamknij brame ale pozostaw lekko uchyloną furtke” Mniej więcej 3 miesiące później znów byliśmy razem. To rozstanie było nam bardzo potrzebne. Po pierwszym rozstaniu i po pierwszym powrocie, zmieniło się dosłownie wszystko. Mam wrazenie, że żadne z nas nie zmarnowało tych miesięcy bez siebie. Po tych paru miesiącach rozłąki, jeszci siłyze wiele lat tworzyliśmy naprawdę zgrany duet i bardzo fajny związek. On dopiero wtedy stał się naprawdę dobrym związkiem. Po kolejnym rozstaniu, nasz związek przetrwał ledwie rok. Ale to były zupełnie inne okoliczności. Niestety tym razem stanęła między nami straszna anna, która wyzwalała w nim tak silną agresje, że już nic się z tym nie dało zrobić. Gdy pojawiają się nieporozumienia, warto walczyć. Niestety gdy pojawia się przemoc, nie ma już co ratować. Brak szacunku, zawsze pro...

Lekka łatwa i przyjemna historia

Opowiadanie Tej historii opanowałam do perfekcji. Potrafię to robić w pierwszej osobie równie łatwo co w bezosobowej trzeciej. Te historie potrafię opowiadać jako mentor- ku przestrodze, jako przedsiębiorca – jako element biografii wybitnego człowieka i jako ja Barbara, która jej doświadczyła. Te historie potrafię opowiadać bez emocji jak bym cytowała poradnik psychologiczny i emocjonalnie, jak bym czytała dobrą powieść, która do samego końca trzyma w emocjach. Moja osobista historia, najmniej wiarygodnie brzmi gdy opowiadam ją jako ja. Ja – Barbara Jastrzębska – która osobiście jej doświadczyła. Opowiadanie tej historii najmniej wzrusza samą mnie, gdy ją opowiadam. Zauważyłam, że nie ma człowieka na którym by nie zrobiła wrażenia. Nawet największa bezduszność nie umie przejść obok niej obojętnie. Ta historia to prawdziwy wyciskacz łez. Walka dwóch aniołów, z których jeden ciągle próbuje zniszczyć drugiego a ten drugi dzielnie staje ponad to czym został ugodzony. Jakże pi...