O godności kobiety
Dawno, dawno temu, na odległej galaktyce byłam małą
dziewczynką, której start w życie okazał się być znacznie trudniejszy niż wielu
innych dzieci.
Moje poczucie wartości i szacunek do siebie, już na starcie
okazało się być lekcją, dla której moja dusza przyszła na ten świat.
W gąszczu treści niezwykle trudno jest odnaleźć te właściwe
i faktycznie działające.
Dawniej mieliśmy do dyspozycji: mądrość przodków, ciężkie encyklopedie,
szkolne poradniki oraz biblioteki przepełnione zmęczonymi książkami.
Dziś doszedł nam internet, który z jednej strony ułatwia
wyszukiwanie wiedzy z drugiej strasznie ją zaśmieca. Internet jest jak małe
nieznośne dziecko, które krzyczy i wymyśla własne anegdoty.
Współczesny człowiek nie cytuje Seneki tylko internetową
mądrość. Jakże często ja sama zamiast powiedzieć „cytując Sokratesa”, używam zwrotu
„widziałam mem, czytałam internetową mądrość”
Rynek internetowych kołczów to jeden z bardziej dochodowych aktualnie
sektorów gospodarki.
Dziś każdy może być mentorem, twórcą, artystą. Coś co kiedyś
było kiedyś zarezerwowane dla wybitnych jednostek dziś stanowi źródło dochodu
ludzi znikąd, na całym świecie.
A wszystko przez to, że szybciej jest obejrzeć 3 sekundową
rolkę niż przeczytać jedną wartościową książkę. Staliśmy się wygodniccy i
leniwi.
Matura, magister, wykształcenie dziś nie znaczy nic.
Artystą może być każdy. Zwłaszcza słodki kot czy pies.
Dlaczego o tym pisze?
Bo dziś jest 1 czerwca. A to dla mnie ważna rocznica.
Po 1 rocznica mojej obrony licencjata /zawsze myślałam, że
to magister/. Po 2 rocznica gdy za sprawą M, stałam się twórcą piszącą na temat
przemocy, której właśnie 1 czerwca 2011 roku doświadczyłam w sposób
pozbawiający złudzeń.
Tak to dziś jest ten dzień, a raczej ta noc, gdy ten który
miał mnie bronić stał się tym przed którym bronię się do dziś.
Tamtej nocy z 1 na 2 czerwca 2011 roku, dostałam szereg
bezcennych lekcji, które całe lata próbuję zrozumieć i odrobić.
Nigdy w żaden sposób nie czułam się ani mniejsza, ani
słabsza ani tym bardziej gorsza z powodu tego zrobił mi marek. Choć 1 czerwca 2011 roku nie mieściło mi się w
głowie, że człowiek którego znam 9 lat może być zdolny do takich rzeczy /a uwierzcie
mi nie był to zwykły policzek za złe zachowanie/.
Gdy po bitwie opadł kurz, długo staliśmy na korytarzu w
milczeniu, patrząc na siebie.
On widział podbite oko, porwany płaszcz, powyrywane włosy.
Ja widziałam człowieka, który odarł sam siebie z czci i godności, którą darzyłam
go jako mężczyznę.
Gdy zbliżył się do lustra, powiedziałam mu tylko jedno:
„ moje blizny się zrosną, siniaki
zbladną ale ty już do końca patrząc w lustro będziesz w nim widział człowieka który
mi to zrobił. Mężczyznę bez czci i honoru, który tak brutalnie i bez opamiętania
pobił kobietę. Ty który tak gardziłeś każdym, który podnosił rękę na kobietę,
dziś zasiliłeś szeregi tych którymi wczoraj gardziłeś”
Tydzień później lustra nie było a
miesiąc dalej mnie.
Ratując resztkę wyobrażeń o samym sobie marek przez kolejny miesiąc
wielokrotnie próbował mi udowodnić, że to ja nie mam honoru, że to we mnie leży
wina, że to ja jestem tą której wręcz należy nie szanować.
Ja jednak nigdy nie zapomniałam kim byłam nim on pojawił się
w moim życiu. Choć schowana pod szafę w moim pokoju wciąż była pękata teczka, z
wywiadami, zdjęciami, plakatami, gazetami dla których pisałam, w których
opisywano mnie, afiszami na których byłam ja i teatry z którymi grałam.
Być może dla tego, że miałam tak trudny i słaby start w
życie jako umierające dziecko z takim impetem weszłam w dorosłość. To właśnie
ta odpowiedzialność wchodzącej w życie maturzystki 10 lat później uratowało mi
życie.
Dziś ta teczka dumnie leży na szafie i wracam do niej
ilekroć chce się poddać. Niezmiennie przypominając, że jeśli raz tego dokonałam
mogę zrobić to i kolejny. Właśnie ta teczka sprawiła, że dziecko któremu nikt
nie dawał szans na zdanie do następnej klasy dziś ma nie tylko licencjata ale i
magistra i studia podyplomowe i własną firmę i garstkę ludzi dla których jest
ważna a nawet niezbyt ważnego bloga, którego po prostu lubi sobie pisać. Przez
te 3 lata między maturą a jego pojawieniem się w moim życiu zbudowałam w sobie
fundamenty, z których odarła mnie ciężka choroba w dzieciństwie. Dzięki świadomość kim byłam nim on stał się moim
oprawcą sprawiła, że nigdy nie dałam sobie wmówić, że jestem i że będę nikim.
Tamtej nocy nie uciekłam od m. Po moich słowach wsiadł do
samochodu i próbował wjechać w ścianę budynku nieopodal. Słyszałam pisk opon i
raptowne hamowania. Nie byłam jednak zdolna ani tam iść ani stamtąd wyjść. Nie
pamiętam co było gdy wrócił.
Zapewne jak to on stwierdził, że po tym co zrobił
przeprosiny były by hipokryzją. Zostałam jednak do rana a to oznacza, że się uspokoił
i mnie o to poprosił.
Z tego co było potem zapamiętałam jedynie rant łóżka na
którym próbowałam zasnąć, te rozmowę przy lustrze i zimną kawę oraz rozmowę z
niedoszłą teściową.
Rankiem pojechałam do teściów bynajmniej nie na skargę ale
by prosić by go zmusili do leczenia, gdyż ja jako konkubina w tamtym czasie nie
mogłam nic zrobić.
Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że troska o oprawcę to syndrom
sztokholmski. Dopiero 15 lipca gdy znów zrobił mi to a może nawet więcej zaczęłam
rozumieć że coś się zmieniło. Za drugim razem miałam świadka, razem ze mną był
człowiek, który po wszystkim opowiedział o tym co się wydarzyło przed sekundą. Po
2 razie odeszłam a teściowie zmusili marka do wizyty u psychiatry.
Mniej więcej koło 12 w sobotę 2 czerwca znów byłam w
warszawie. Nie wiem czy bezpieczna ale na pewno zszokowana tym co się wydarzyło.
Zabrałam psa, poszłam po wodę i papierosy. Tego dnia, na tamtym spacerze, na skrzyżowaniu
między jezdniami, zaczepiła mnie zupełnie przypadkowa i obca dziewczyna.
Byłam wciąż milcząca, zbolała, poobijana, z tym podbitym
okiem, powyrywanymi włosami, posiniaczonymi nogami, rękami, nawet plecami. Ta
przypadkowa dziewczyna próbowała ze mną rozmawiać, coś tłumaczyć. Patrzyła na
obraz nędzy i rozpaczy, który próbował jej wmawiać, że wcale nie został pobity,
a już na pewno że nie jest żadną ofiarą przemocy domowej. W tamtym momencie
zupełnie nie docierało do mnie, że właśnie się nią stałam. Termin przemoc
domowa jawił mi się jako coś zupełnie innego. Coś cyklicznego, coś stałego, coś
co trwa latami i dotyczy żon. A ja przecież nie byłam nawet żoną. To przecież
był pierwszy raz, być może jedyny raz. Przecież to się nie wydarzyło… Tak wtedy
to czułam i tak w tamtej chwili myślałam.
Jedyne pytanie jakie miałam tamtego dnia w głowie nie
brzmiało czemu mnie to spotkało, tylko czemu Właśnie On mi to zrobił – ten który
tyle lat mnie bronił i chronił.
Prze nigdy nie zapomnę tego uczucia i tego On, gdy wreszcie
siadłam z tym zapalonym papierosem przed lustrem i zobaczyłam swoją
zmasakrowaną twarz.
Każdego 1 czerwca wraca do mnie to widok samej siebie w
lustrze i to cholernie bolące pytanie „dlaczego zrobił mi to właśnie On”. Nie
ktoś nie coś tylko On.
Dziś mija 15 lat od tamtej nocy, a mnie wciąż boli, to co się
z nim tamtej nocy stało.
Tamtego dnia, dla mnie to był pierwszy raz. Wiele lat mi zajęło
nim zrozumiałam, że przemoc zaczyna się dużo wcześniej niż widać przy pierwsze
podbite oko.
Jej początki są tak niewinne, tak błahe, tak banalne. Jak
czad, niewidoczny gaz. To umniejszanie twojej przyjaciółce i udowadnianie, że
nie masz nikogo prócz swojego księcia. To szczera krytyka, twoich nóg gdy
ubierasz sukienkę przed kolana. To troskliwa uwaga że żaden z ciebie kierowca i
tryliardy rad jak masz to robić lepiej. To wysyłanie was na kuchenne
korepetycje do swojej mamusi. Wreszcie przemoc to karanie milczeniem,
znikaniem, zdradzanie, porównywanie wad do innych kobiet i umniejszanie waszej
kobiecości. Takie niewinności byście się bardziej starały dla waszego księcia.
Romantyczne „należysz
do mnie” i „zabije każdego kto choć spojrzy w twoją stronę” i wiele, wiele
innych teoretycznie głupotek to też jest przemoc. Wiele lat zajęło mi
zrozumienie, że zgoda na takie głupotki, na te „szczerość” to nic innego, jak przesuwanie
twoich granic a finalnie twoja własna zgoda na to że pewnego dnia wrócisz do
domu w porwanej jesionce, rozciętą wargą, wspomnieniem ciężaru zaciśniętych na
twoim gardle dłoni i tego przerażającego spojrzenia w którym nie ma już nic.
Nie chcę tego zapomnieć. Chcę pamiętać! Nie jestem tchórzem!
Jeśli kiedykolwiek zapomnę to będzie znaczyło że moje cierpienie
straciło sens. Stanie się zwykłą nocą patusa i naiwnej blondynki. Nie robię
sobie tego! I nigdy nie pozwolę siebie nazwać ofiarą! Bo to ja nadaje sens i
kierunek swojemu życiu. Nie on i jego nerwy nawet jeśli kieruje nimi poważna
choroba /co się okazało potem/.
Każdy z nas ma jakiś swój fundament. To jest mój fundament!
Tamta przypadkowa dziewczyna na tym przypadkowym
skrzyżowaniu powiedziała mi jedno zdanie, które jest moim mottem w tworzeniu
treści na temat przemocy i współuzależnienia
„Mój robił mi to 5 lat, nie musisz tak żyć. Nie było łatwo
ale dałam rade. Skoro ja dałam ty też dasz”.
Reasumując:
1 czerwca 2007 roku, zostałam licencjatem administracji
europejskiej. Moja praca licencjacka miała tytuł „Rola transportu w funkcjonowaniu
gospodarki narodowej Rzeczypospolitej Polski”
Na jej pierwszej stronie napisałam „niniejszą prace dedykuje
Markowi Grochalowi w podziękowaniu za okazaną pomoc i natchnienie”.
W 2007 roku nie miałam pojęcia, że za 16 lat, 1 czerwca, będę
wspominała rocznicę czegoś co wydarzy się z rąk tego samego człowieka ale w
zupełnie innym kontekście niż wymarzony dyplom.
Na początku swojego życia na wolności /bo właśnie tym jest
dla mnie dziś życie bez niego/ chciałam pielęgnować te wspomnienia by nikt mi
więcej tego nie zrobił. W pierwszym roku życia wyrwanej z rąk tyrana
prowadziłam blog, zwany spiskownikiem. Początkowo to było moje katharsis,
którym wywalałam emocje. Z czasem zaczęły wpisy komentować i czytać kobiety,
które tak jak ja wtedy żyły w swoim piekiełku. Właśnie wtedy na mojej realnej
drodze stanęła pierwsza kobietą, której podałam realną rękę.
Po spotkaniu Karoliny nigdy więcej nie spojrzałam na swoją historię
jak na coś co się wydarzyło mi. Od tamtej pory do dziś dziele się tą historią
dla niej, dla siebie z tamtych dni i dla każdej kobiety, która tak jak ja w
tamtym czasie zmywa swoją krew z zadeptanej przez jakiegoś niego bandyty.
Coś co tamta przypadkowa dziewczyna zrobiła mi na tamtym
przypadkowym skrzyżowaniu ja robię do dziś dla każdej z nas.
Dziś wiem, że każda wyrwana z rąk tyrana jest ważna a jej historia
opowiedziana przypadkiem spotkanej osobie może uratować życie.
Dlatego z całą stanowczością uważam, że Naszym moralnym
obowiązkiem jest być przykładem, światłem i nadzieją dla tych, które tak jak my
kiedyś niewiedzą co zrobić!
Przez wiele lat tworzyłam „spiskownik.bloog.pl”, którego podtytułem
było „poradnik wyrwanej z rąk tyrana”. Dziś chcę serdecznie podziękować
fundacji Unity Way, która zdecydowała się wydać i bezpłatnie dystrybuować ten
poradnik oraz każdemu z ówczesnych czytelników.
To dzięki Wam mojemu cierpieniu został nadany sens.
To dzięki wam nie jestem ofiarą przemocy ale tą która niesie
światło otrzymane od przypadkowej dziewczyny na przypadkowym skrzyżowaniu.
Mi bardzo w tamtym czasie pomogły rozmowy z innymi
kobietami, które przeżyły to co ja i kilka książek.
Wierząc, że kiedyś przypadkiem trafi tu jakaś zagubiona
dusza, która nie wie co robić polecę wam 2 książki, które mi pomogły stanąć na
nogi:
1.
„Alkoholik instrukcja obsługi” – niestety
nie pamiętam jej autorek. Znajdziecie w niej opisy dziewczyn takich jak Wy i
tego jak one widziały swoje położenie, reakcje, zachowania oraz emocje. Wszystko
poprzeplatane wartościową i merytoryczną wiedzą na temat meandrów ich
uzależnień i waszego współuzależnienia
2.
„O
godności kobiety” Kardynała wyszyńskiego-
dzięki niej zrozumiecie czym naprawdę jest ta nasza kobieca siła, godność i
moralność. A przede wszystkim zrozumiecie czym tak naprawdę jest Godność
Kobiety
Załączam też link do fragmentów
wspomnianego w tej publikacji kazania https://mojaparafia24.pl/artykuly/artykul1301
Na mojej drodze przez te lata stanęło mnóstwo Aniołów. Jedne
mówiły w audycji Nocne światła, gdy zmęczona wracałam z Nowego miasta, inne
były dzwoniącą o poranku przyjaciółką jeszcze inne durnym dresiarzem, wypełniającym
pustkę po rozstaniu a jeszcze innym przybierała postać internetowego super
kołcza.
Przez te 15 lat wielu ludzi i wiele zdarzeń próbowało mnie
złamać, zniszczyć, pokonać. Ja jednak nigdy nie zapomniałam, że obok pękatych
teczek z sukcesami mam w dłoni światło, na które gdzieś tak czeka ta, która tak
jak ja przed laty na nie czeka.
Kochana moja… chce ci powiedzieć, że nie jesteś sama. Gdzieś
na świecie jestem ja, która każdego dnia kładzie na dłoniach samej Maryi każdą
twoją łze.
Kochana moja… pamiętaj proszę, że to co on wyrabia świadczy
o nim nie o tobie.
Kochana moja… nigdy nie zapominaj proszę, że swoją prawdziwą
siłę i wartość poznasz dopiero w życiu na wolności – bo tym jest życie bez
niego.
Kochana moja… mam Ci jeszcze tyle do powiedzenia, tyle do
wyściskania, tyle do wymilczenia.
Właśnie dla Ciebie jest dziś ten post i właśnie dla ciebie,
cytuję dziś jednego z setek internetowych twórców, który dziś jest fundamentem
mojej godności. A który znalazłam w dniu 1 czerwca 2020 roku na profilu facebook
urzekajaca.pl
„Czy myślałaś o sobie - JESTEM CÓRKĄ
KRÓLA KRÓLÓW? Czy
kiedykolwiek zastanawiałaś się nad tym, że Twoim Tatą jest Pan świata? A Ty
jesteś Jego ukochanym dzieckiem? Dziś DZIEŃ DZIECKA - warto poświęcić czas na
refleksję - JA jako Córka Królów. Zachęcam Cię do tego!
Powtórz to kilka razy teraz: JESTEM
CÓRKĄ KRÓLA KRÓLÓW.
Może będzie to dla Ciebie trudne, może
nigdy wcześniej tak o sobie nie myślałaś, tak na siebie nie patrzyłaś. DZIŚ
JEST TEN MOMENT ŻEBYŚMY ZACZĘŁY PATRZEĆ NA SIEBIE OCZAMI BOGA.
Jesteś wyczekana, ukochana, chciana,
potrzebna. Dokładnie takie nas sobie Pan Bóg wymarzył. Z takimi nosami, nogami,
włosami, temperamentem, uśmiechem. Każda z nas jest inna, każda z nas jest
wyjątkowa, każda z nas ma inną misję tu na ziemi. Ta różnorodność jest piękna!
Wyobraź sobie, że zanim rodzice
dowiedzieli się, że przyjdziemy na świat - Pan Bóg już cieszył się na nasze
przyjście, bo już nas znał. Już czekał, już kochał jak NIKT!
…
Wyobraź sobie kobietę, która chodzi z
podniesioną głową (nie mylmy z pychą!!) , uśmiecha się, jest serce przepełnione
jest wdzięcznością. Nie porównuje się z innymi kobietami, bo zna swoje
królewskie korzenie. Jej życie nie jest wolne od problemów, ale na wszystko
patrzy już z innej perspektywy. Jest szczęśliwa!
…
KODEKSE HONOROWY CÓRKI KRÓLA:
Bezinteresowna
i pewna siebie. Pan Jezus musi stać się dla niej wszystkim, nawet w związku,
miłości, małżeństwie, rodzinie, karierze, służbie czy osiągnięciach..
Odważna
pod obstrzałem. Ufa Jezusowi i kroczy pewnie, bo zna swojego Wodza. Wie, że jej
Król jest we wszystkim wierny i może Mu zaufać bezgranicznie. Nie musi
wypracowywać w sobie poczucia wartości, bo znajduje je w Jezusie.
Przygotowana
do walki. Jest dzielna - “Niewiastę dzielną któż znajdzie”. Dzielna oznacza
mężna, nieulękniona, odważna, śmiała. Taka właśnie jest silna i zdecydowana
Urzekająca. Jej siła pochodzi od Boga. Nieustraszenie depce wszystko, co stanie
na drodze Bożym planom.
Przyzwoita.
Silnej i zdecydowanej nie wolno obmawiać innych, oczerniać, postępować
zdradliwie, krytykować czy narzekać. Jej język powinien być pełen wdzięku,
godności i szacunku. Nie może znajdować przyjemności w krzywdzeniu słowem
innych.
Powściągliwa
- jest skupiona na priorytetach, nie ulega zmysłowym podnietom,
nadużywania alkoholu, jest odporna na
bogactwa i uroki tego świata. Ma siłę, by przeciwstawiać się pożądliwościom
ciała, które są tylko zaproszeniem do upadku. Ma być głucha i ślepa na pokusy
tego świata, które są dla niej szkodliwe. Ma przed sobą wizję wejścia do
Królestwa Niebieskiego i to wyznacza jej ścieżkę.
Czyste
sumienie - jakże dziś niemodne. Silna i zdecydowana kobieta ma czyste sumienie
i żyje w łasce Boga. Nie łamie danego słowa, nie kłamie i nie manipuluje. Nie
kontroluje innych. Zarówno jej ziemski, jak i niebieski Mąż jej ufa (Prz
31,11). Umie wybaczać i nie chowa urazy.
Całkowicie
oddana swojemu Królowi. Nie jest niewolnicą człowieka i świata. Pożądania
ciała, aprobata świata, presje popkultury nie mają nad nią władzy.
Niewzruszona
na opinie świata. Swoim życiem silna i zdecydowana oddaje chwałę Bogu. Nie
przejmuje się co świat o niej pomyśli, nie chce się przypodobać ludziom. Dla
niej ważna jest tylko opinia Najwyższego. Zadowolenie Boga, a nie człowieka
liczy się dla niej. W Nim odnajduje swoją pewność i ufność.
Zrównoważona
wewnętrznie. Silna i zdecydowana Urzekająca jest stabilna. Nie pozostaje
niewolnicą swoich uczuć. Jest też tajemnicza. Obnosi się po królewsku, broni
swojej uświęconej kobiecości, jest przez to fascynująca, urzekająca i
przykuwająca uwagę.
Kochane - pięknego Dnia Dziecka, Dnia
Córki ”
Są dni i są doświadczenia, które już na zawsze zmienią trajektorię
naszego lotu. Dla mnie dziś jest jeden z takich dni.
Dla mnie 1 czerwca to jeden z takich dni, gdy widzę wyraźnie
jak różnie widzi moje życie dusza od rozumu. W 2007 roku marzyłam by zdobyć
solidne wykształcenie, zostać idealną żoną idealnego męża, mieć godną pracę w
małym urzędzie piękny ślub i 3 dzieci. Choć moje życie potoczyło się zupełnie
inaczej nie żałuję niczego.
Nawet tej nocy, która uczyniła mnie tak nienaturalnie silną…
Non je, ne regette rie – śpiewała kiedyś Edit Piaf
Non, je ne regrette rien – nie niczego nie żałuję
Zora
Komentarze
Prześlij komentarz