Zadra
Gdy wyruszałam w te podróż nikt nie dawał mi szans na
przejście bodaj 1 metra.
Pierwszą noc spędziłam upita 4 kieliszkami lubelskiej
antonówki, na zakłaczonym dywanie kuzynki. Kolejnych kilka nocy spałam na
tylnej kanapie swojego auta. Gdy wreszcie dotarłam do domu rodziców było mi
wszystko jedno czy leże na dywanie czy na czymkolwiek innym. Po prostu leżałam
wstając na siusiu i papierosa. Fakt, że się fajki kończyły wymuszał na mnie wyjście
z psem na spacer.
W portfelu było zupełnie pusto. Radość domowników z
powrotu sprawiała, że wolałam spać w samochodzie. Po 11 latach wspólnego życia,
zupełnie nie miałam własnego życia. Pokój, który znów stawał się moim pokojem
jeszcze tydzień wcześniej był naszym pokojem. Samochód pełen nierozpakowanych
bambetli był naszym samochodem. Pieniądze, które wchodziły na moje konto był
jego pieniędzmi. Nawet mój pies był jego psem. Jedno co w tamtym czasie było
tylko moje to te papierosy, za które z każdej strony miałam awantury i jedna
przyjaciółka, która nigdy nie dała się zwieść jego narcystycznemu urokowi.
By wstać zmuszały mnie papierosy. By wyjść z domu
zmuszały mnie papierosy. A gdy skończyły się ukrywane przed Markiem pieniądze
to właśnie brak kasy na fajki zmusił mnie by szukać pracy.
Gdy pierwszy raz siadałam na fotel fryzjerki Ewy, zaprzyjaźniona
kosmetyczka ruchem tzw. ukratkowym wskazała by ta drastycznie ścięła mi włosy. Choć
wyglądałam pięknie nie byłam zadowolona z ich długości. Basia wytłumaczyła mi,
że moje szczęście wróci do mnie gdy one odrosną. Czekałam zatem, aż moje włosy
odrosną. Po Ewie włosy bardzo szybko rosną, toteż w pół roku miałam już nowych
znajomych, jakąś prace, klika drobnych miłostek i nową przyjaciółkę Basię.
Im byłam szczęśliwsza, tym on bardziej krzyczał, że bez
niego nie przejdę nawet metra.
Gdy pierwszy raz, szłam na starówkę miałam nogi jak z
waty. To było nasze miejsce a on całe lata straszył, że gdy się tam pojawie będę
cierpiała.
Potrzebowałam i chciałam tego cierpienia. Tymczasem spacer
został zaaranżowany przez kuzynkę i jej kilkuletnią córkę. Gdy wróciłyśmy do
auta przeżywałam jedynie psoty i wygłupy zabawnej Ali. Dopiero w domu zorientowałam
się, że bez niego starówka jest nawet piękniejsza.
Na pierwszą lekcje zumby trafiłam bo mamie głupio było
odmówić mojej siostrze. Uraczyła mnie 30 zł i prośbą bym coś jej zawiozła. Pierwszą
rocznice poznania, po rozstaniu, spędziłam będąc na pierwszych zajęciach
energetycznej zumby. Tańczenie zumby było pierwszym marzeniem jakie spełniłam. Na
kilka lat Zumba stała się moim zamiast. Energetyczny taniec krok po kroku
wracał mnie do życia. Wreszcie przestałam płakać i wtedy ból rozstania poczuł
on. Gdy ja tańczyłam Zumbę, on
wydzwaniał błagając bym wróciła.
Z każdym kolejnym miejscem byłam dalej od swojego nałogu,
jakim był mi on. On przeciwnie był coraz bardziej w swoim nałogu osiągając 4 z
czterech stopień wtajemniczenia.
Wraz z pierwszą wiosna bez niego, pojawiło się nowe auto
i nowa praca. Marek wydzwaniał i nowy szef wydzwaniał. A obaj mieli jeden cel –
jedź koniecznie do nowego miasta. Wiele
razy wsiadałam w grafitową toyotę, by dotrzeć do tych 4 klientów, którzy jak na
złość byli właśnie tam. Za każdym razem utykałam na parkingu pod kościołem w Mogielnicy.
Nie byłam w stanie pokonać tego jednego zakrętu za którym był On. Wreszcie szef
mnie przechytrzył i załadował cały bagażnik próbkami, które musiałam dostarczyć
do miejscowości za nowym miastem. A był to piętek i świeże jajka w nagrzanym
bagażniku. Nie wysłał mnie do nowego miasta tylko do pierwszej miejscowości za
nim.
Kończąc pracę pozwoliłam się zaprosić na pierwszą od
rozstania kawę.
Marek był zupełnie inny. Onieśmielony, zawstydzony, nie
pewny siebie. Nadskakiwał mi i robił przy tym typowe głupotki kogoś kto się bardzo
stara. Przyznaje był uroczy a ja wreszcie poczułam się piękna w jego oczach. Nie
było śladu po złośliwym gnoju, który cały rok wydzwaniał z coraz to nowymi złośliwościami.
Był nastolatek, który strasznie przepraszał za to co zrobił.
Gdy po dwóch tygodniach odwiedziłam znów służbowo nowe
miasto czekała na mnie kolacja i kolejna garść miłosnego onieśmielenia. Tym razem
zostałam na noc. A potem na cały
weekend. Którejś soboty nad nowomiejskim
niebem były wojskowe manewry i cały dzień, ćwiczyli spadochroniarze. Gdzieś koło
wieczora, przestałam być niezależnym handlowcem i byłam tą jego Basią, która
boi się wojny i skutków zamieszek, które właśnie wybuchły na oddalonym o setki
kilometrów majdanie.
Właśnie wtedy mój Marek znów stał się moim Stasiem. Tym,
który chowa w swoich ramionach gdy się czegoś boje. Tym, który tak racjonalnie potrafi
uciszyć każdy lęk.
Nim podjęłam decyzje o powrocie na dobre zorientowałam
się, że te drineczki to już nie picie dla kurażu ale ciąg alkoholowy. Jako, że
po rozstaniu Basia zmusiła mnie do przejścia terapii dla byłych żon
alkoholików, szybko zorientowałam się, że mój silny mężczyzna doszedł do 4 fazy
swojego nałogu.
Pewnego dnia postawiłam ultimatum i na długo zaprzestałam
przyjazdów. Tym razem nie był złośliwy. Nie robił awantur, nie szukał zaczepki.
Po prostu przez kilka miesięcy wytrwale prosił.
Na 3 dni przed drugą po rozstaniu rocznicą naszego pierwszego
spotkania, znów byłam w nowym mieście. Tym razem nie służbowym autem. Po powrocie
napisałam przejmujący wpis pt. „oczy krwią płynące”. Bo takie miał właśnie oczy
przez tamtych kilka dni. Gdy zasypiałam tulił tak mocno, że nie byłam w stanie
oddychać. Moje ultimatum wciąż było takie samo. Jeśli chcesz bym wróciła musisz
się leczyć. Marek nie podjął leczenia, więc ja z miłości i do niego i do samej
siebie, nie wróciłam już nigdy więcej w jego ramiona.
Cokolwiek wydarzyło się przedtem lub potem to tamtych
kilka spotkań sprawia, że wciąż jestem pewna uczucia jakim mnie darzył. A
którym była miłość tak wielka, że nie do uniesienia. Jestem pewna, że nigdy
nikogo nie kochał i nie pokocha tak jak kochał mnie.
Za każdym razem gdy przez te lata wieść gminna donosiła o
jego wielkiej nienawiści do mnie ja pamiętałam oczy krwią płynące. I byłam
pewna, że to jest jego sposób by unieść ból naszego rozstania.
Czasem miłość jest zbyt silna by żyć razem i właśnie z
tej miłości trzeba żyć osobno.
W moim sercu przez te wszystkie lata była sinusoida. Tęskniła
za nim i go nie nawiedziłam, czekając na dzień aż włosy odrosną a w sercu
pojawi się obojętność.
Od naszego ostatniego spotkania w 2014 roku w nowym
mieście byłam kilka razy. Zawsze służbowo i nigdy nie idąc w jego stronę.
Wiedziałam, że jedno spotkanie zdolne będzie zburzyć cały budowany z takim trudem
i mój i jego świat.
Wiosną 2015 roku on znów błagał bym przyjechała. Tym razem
wybrałam zostać przy kimś, kogo ledwie poznałam, a kto finalnie był w moim
życiu kolejne 11 lat. A z kim ostatecznie się pożegnałam w 13 rocznicę
rozstania z Markiem. Jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Ot zwykła przewrotność
losu i zbieżność dat.
Gdy spotykam dawnych znajomych, choć minęła dekada wciąż
nie mogą uwierzyć, że taka miłość jak nasza nie utrzymała tego związku. Sama
nie mogę w to uwierzyć, choć minęło tyle lat.
Gdyby w 2013 roku, ktoś mi powiedział, że przeżyje bez
Niego rok, miesiąc lub bodaj tydzień nie uwierzyłabym.
Gdy się rozstawaliśmy dziękując za wspólne lata
powiedziałam „jeśli mnie kiedykolwiek kochałeś to wiedząc jaki jesteś i jak
mnie raniłeś- nigdy nie pozwolisz mi wrócić do siebie”.
Wiem, że przez te wszystkie lata był. Spał w samochodzie zaglądając
w moje okno. Dzwonił z zastrzeżonych numerów w milczeniu słuchając mojego
głosu. Wysyłając znajomych na przeszpiegi. Na swojej szyi wciąż czuje jego
oddech i cień toksycznej miłości. Przychodząc w snach z ostrzeżeniami i w
realnych działaniach za kulisami.
Choć każde z nas ma od dawna własne życie, to nie
przestaliśmy być częścią swojego.
Po 13 latach wędrówki wyrwanej z rąk tyrana nie żałuje
ani tamtej miłości ani tamtego rozstania.
Ceną za te miłość i za te wolność, okazały się być długi.
Niewielka i szalenie wysoka to cena za tak wielką miłość. Zapewne, gdyby nie pozostawił
po sobie długów kochała bym go nadal. Bo jak mawiał „taka miłość jak nasza
trafia się tylko w bajkach i filmach”. I trudno mi się z tym nie zgodzić.
Nie wiem co będzie, gdy sprzątnę ten bałagan. Zadane krzywdy
zrozumiałam i przepracowałam. Wybaczyłam mu wszystko prócz tych długów. Rany w
sercu i na ciele dawno się zrosły. Szczęśliwie udało mi się zachować dobre
wspomnienia i nie utracić tak naturalnej dla mnie radości i wiary w dobro ludzi
i miłość.
Za rok o tej porze prawdopodobnie nie będzie już długów. Wraz
z nimi utrace to co od lat namocniej mnie przy nim trzyma. Tak sobie myślę, że
dopiero wówczas, gdy stanę się prawdziwie wolna poznam prawdę o tym co ja w tym
wszystkim czułam i kim był dla mnie naprawdę. Dziś wiem tylko, że był i moją
miłością i nienawiścią. Moim błogosławieństwem i moim przekleństwem. Moim obrońcą
i moim tyranem. Kim i czy w ogóle będzie,
gdy w moim życiu nie będzie żadnej toksycznej nici, która mnie przy nim trzyma,
tego mam nadzieje wkrótce się dowiem.
Czasem gdy go wspominam, czuje tak jakby się czas
zatrzymał. Jak by to wszystko było ledwie wczoraj. Jak by nie było żadnej
dekady bez siebie. Innym razem dziękuje Panu Bogu, że dał mi siłę i madrość by
przeżyć tych kilkanaście lat bez niego.
Odejść od kogoś kogo się tak bardzo kocha to
najtrudniejsza z dróg.
Mój nałóg sprawił, że wróciłam do swojego życia. Jego nałóg
sprawił, że nie wróciłam do naszego życia.
Marek mawiał, ze ryby są dwie. Taki właśnie był –
najgorszy i najlepszy.
Lubię wracać do chwil gdy on był moim Stasiem a ja byłam
Jego Nell.
Szczęściem w nieszczęściu, tej wzniosłej opowieści są też złe
wspomnienia, bo to ich się łapałam gdy nie miałam siły przez te wszystkie lata
wstać.
W starym laptopie są zdjęcia z czasów gdy byliśmy piękni,
młodzi i zakochani. Czasem mi zal, że ta druga ryba pociągnęła go w drugą
stronę tak silnie, że nie mogę z nim ich oglądać. W takie dni jak ten, gdy moje
włosy mówią o mojej dorosłości, kobiecości i klasie, troszkę mi szkoda, że nie
poznał mnie takiej. Domyślam się, że widząc na kogo wyrosłam był by ze mnie
bardzo dumny. A wiedział, że przez te 13 lat odrobiłam wszystkie lekcje, jakie
mi zadał był by dumny również z siebie, że właśnie mnie wybrał na towarzyszkę
przeszło dekady swojego życia.
Co jest przed nami, tego nie wie nikt. Być może ta
historia się jeszcze wydarzy, być może spotkamy się w innym wymiarze i wówczas
znów napijemy się kawy opowiadając jak minął nam dzień bez siebie. .
Basia z przed 13 lat była pełna lęku, wewnętrznej walki i
oszołomienia. Nie miała nic co mogło by ja postawić na nogi prócz jej własnego
nałogu. Czuła się gorsza i bez wartości. Tamta Basia była nie szanowana, poniżana i totalnie bez
silna. Wiedziała, że czeka ją bardzo długa i trudna droga w samotności przez
wiele lat. Mimo świadomości jak będzie okrutnie ciężko zaryzykowała i poszła w
pewny ból. Bez gwarancji, że spotka ja cos dobrego. Za to z pewnością, że
spotka ją wiele złego. I tak właśnie było! Była wspinaczka boso po stromych i
ośnieżonych szczytach. Były lekcje pokory, szacunku, odwagi i obrony. Były choroby,
długi, zranienia, ucieczki i noce na dywanie. Nie prawdopodobne jak była to trudna
dekada. Tamta Basia nie przestała walczyć z chwilą rozstania. Jej walka dopiero
wtedy się zaczęła.
Wspominając zakłacząna podłogę, na której spędziłam
pierwszą noc swojej wolności i patrząc na siebie dziś, jestem dumna z tego kim
się stałam. Wiem jak było mi strasznie trudno wstać i żyć po tym wszystkim. Nowe
problemy i nowe wyzwania wielokrotnie przewyższały trudy dawnego życia. A
wszystko w cieniu naprawiania błędów młodości i tęsknoty, zbudowałam swój nowy
świat a w nim piękną i godną kobietę.
Gdyby tamta Basia z przed 13 lat wiedziała kim się stanie
za kolejną dekadę odeszła by dużo wcześniej, nim narodzą się długi i złe
wspomnienia. Czasem myśle, że tego bloga tworzę właśnie dla niej by miała
odwagę iść w te nową historie.
Moja Kochana Basieńko – jestem z ciebie taka dumna.
Wiem jak było ci ciężko i bardzo ci za ten trud dziękuje.
Dziś tu, na tym
balkonie z tym psem, w tych promieniach zachodzącego słońca. Będąc tą, która
przeszła tak wiele przez te dekade. Tamtej Basi, która chociaż totalnie nie mam
czasem sił wstaje i idzie dalej tańcząc z wilkami i pisząc własną historie.
Tamtej Basi, która nie ma sił, przejść jednego metra
szeptam dziś do ucha – wstań kochanie, świat z góry wygląda pięknie i żyć bez
niego się da.
Nie prawdopodobne… a jednak… się udało.
Tańcząca z Wilkami, Zora
Ps. Kochana Basiu, ścięłam dziś nasze urocze loki. Tym razem
by było lżej iść na scen. Lepsze dni już nadeszły. Wiec, że nie zapomniałam o Zadrze.
Nim włosy odrosną będzie skończona.
Komentarze
Prześlij komentarz