Obsesja
Jest taka
miłość, ‘która spala, wypala, wszystko zabiera
To Miłość, Która
Trawi.
Ta miłość
zapala, rozpala, unosi, ogrzewa, zagrzewa
Gdy tylko chce
przychodzi i wszystko oddaje
Innym razem wraca
i wszystko zabiera.
Miłość która Trawi,
ma smak krwi, wyciśniętej
z przygryzanych warg
ma zapach kropli
potu spadających z czoła wprost na rozgrzane piersi
Jej oczy są czarne
diabelska jak smoła i wielkie jak księżyc w wilczej pełni
Przychodzi w
snach mimo upływu lat
Ta, która
najmocniej zraniła
Po latach jest
tą, która najmocniej chroni
Miłość, która
trawi już na zawsze staje się tarczą, zbroją, najsilniejszą ochroną
Kto raz umarł z
miłości, która trawi
Ten stanie się
nieśmiertelny
Niezniszczalny
Niezatapialny
Już na zawsze …
18.05.2026 M
Mroku wielokrotnie
wracał do Zory w snach.
Krzyczała,
warczała, gryzła go i kąsała. Odchodził dumny z podniesioną głową mówiąc „Zora,
należysz do mnie i zawsze będę wracał”.
Nie nawiedzała
tych spotkań i czekała na nie jednocześnie.
Był dokładnie
tą duszą, którą kochała, pragnęła, nienawidziła. Książe Mroku pachniał wiatrem
tej właśnie miłości. Obsesji której nie czekała, a która wciąż trwała.
Gdy wracał,
krzyczała - Odejdź Mroku, nie należę już do Ciebie
Jego miłość była
jednak zbyt wielka by zostać i zbyt wielka by nie wracać.
- „Zora zostaw,
to jeszcze nie czas” daremnie tłumaczył, jej Mroku.
Czasem Mroku
przychodził, by tylko popatrzeć, zaznaczyć swoją obecność. Nic nie mówił, o nic
nie pytał. Jak by wszystko wiedział.
Jego wielkie
czarne oczy nie spuszczały z Zory wzroku. Innym razem mówił, głośno stanowczo,
dosadnie. Były i takie miesiące, gdy Mroku ja kąsał, szarpał od nowa atakował.
Z biegiem lat
Zora nauczyła się czytać to spojrzenie i walczyć ze zranieniem.
Ten, którego
miłość zraniła ją mocniej niż największe miłości tego świata, była zdolna zranić po latach. Ta sama miłość
była jej największą ochroną, tarczą, zbroją.
Mroku nie
ustawał ani w walce z nią ani o nią. Wciąż ją chronił, bronił, otaczał i
osaczał.
Choć szczerze
go nie nawiedziła, to jednak on zawsze miał racje. To jeszcze nie był ten ani
czas, ani duch, ani emocja.
Ilekroć w życiu
Zory pojawiał się, ktoś inny wiedziony instynktem wracał sam książę Mroku.
Miłość Mroku,
która trawi była dla Zory, murem oddzielającym ją od miłości, która karmi.
Tak myślała a
potem rozumiała, że znów to Mroku nie
ona, miał racje…
Tego tygodnia
Mroku, odwiedzał Zore codziennie. Każdego dnia patrzył jak walczy by odciąć łączącą
ich nić i złapać bodaj drut kolczasty, który powiedzie ją w inną niż on stronę.
Mroku wiedział,
że potrzeba wielkiej siły by unieść jej dar i wiedział jak słabi i przewrotni
bywają ludzie.
Choć brzmi to okrutnie,
a Mroku był strasznym okrutnikiem to mimo upływu lat nie znalazł się nikt
silniejszy od niego samego.
Zora nigdy nie
chciała patrzeć w lewą stronę, skąd przychodził Mroku. Jej rany były
poprzerastane drutem kolczastym. Na jej szyi były wiąż żywe ślady jego kłów.
Jej życie wciąż nie było po nim posprzątane. On jednak wciąż nie dawał o sobie zapomnieć.
Nigdy nie
zrozumiem czemu tak delikatna istota jaką była Zora, stała się obsesją najokrutniejszego
ze złych.
Nigdy nie
zrozumiem czemu ten, który tak okrutnie te delikatność zranił tak wielką jej
był obroną.
A jednak tak,
właśnie było. Mroku przychodził w snach by ją chronić.
Miłość, którą
trawiła z czasem stała się jej największą tarczą przed miłością, która po
prostu rani.
Pewnego dnia zmęczona
Zora siadła na swoim kamieniu. Na jej ciele było zbyt wiele ran by miała siłę
do kolejnej walki. Zwinięta w kłębek obojętności pozwoliła umrzeć wszystkiemu
co było, jest, miało być. Tym razem Zora nie walczyła, nie prosiła. Po prostu spała
na zimnym kamieniu wiedząc, że książę ciemności- Mroku nie pozwoli jej
zamarznąć.
- Jesteś moją
obsesją Zora – szeptał Mroku gdy spała
- Odejdź, dobrze
wiesz, że twoja miłość trawi, a nie karmi
- Zora
- Mroku Nie!-
mówiła coraz bardziej stanowczo
- Zora zostań
- Mroku odejdź
- Zora… Opuść
te cholerną gardę i pozwól mi się obronić!
- Mroku to tyś
mnie nauczył trzymać wysoko uniesioną gardę
- Zora przestać
walczyć.
- Mroku odpuść wreszcie
- Niesiesz w
sobie światło, które tylko najsilniejszy będzie umiał zrozumieć, pokochać i
ochronić.
- Tyś Mroku sam
to światło próbował zgasić
- Zora dobrze
wiesz jak byłem wtedy słaby
- Zatem na cóż
mi słaby kompan?
- Zora
- Nie- brzmiała
coraz bardziej stanowczo
Wtedy on jak by
czytając w jej łzach na piasku patykiem napisał „Zora nigdy nie daj sobie
wmówić, że jesteś „za bardzo”. Być może to nie ty jesteś za bardzo, a oni są za
mało.
Już nie musisz
bać się mojego zranienia. Ja jeden znam twoją wartość i nie przestanę jej
chronić.
Zora doskonale
wiedział o czym mroku pisał na pisaku.
Opuściła gardę,
szepcząc bezradnie
- Niech zatem jak
mówisz Mroku, będzie.
Tego dnia
pierwszy raz od 13 lat Zora spojrzała na swojego księcia Mroku z ufnością.
Po latach
zrozumiała, że ten który najbardziej są zranił był jedynym silniejszym od niej
samej. Zrozumiała, że dla Księcia Mroku
była miłością tak silną by nie przestać jej chronić, kochać i bronić
nawet gdy rozdzieli ich czas, kilometry dróg i oceany łez.
Tego dnia Zora dostrzegła,
że miłość która trawi jest więcej warta niż miłość pozornie bezpieczna. Po
latach ucieczki pojęła, że obsesja, wcale nie jest tak zła jak sądziła.
Po 13 latach
wiatr znów zawiał z lewej strony. Ty razem zniewolenie niosło prawdziwą
wolność. Po latach tułaczki, Zora wreszcie wiedziała dokąd chce iść i co chce
naprawić.
Miłość, która
trawi... jedyna dla której warto żyć. Wszystkie inne miłości, nie znaczą nic.
Może mnie
zranić, tylko ten, któremu na to pozwolę… Niech więc zostanie po twojemu… K. C.
Mroku,
A Jednak Twoja Zora.
Komentarze
Prześlij komentarz