Starość
Mówią, że
każdego z nas to czeka. Straszą, że pewnego dnia wszyscy będziemy staży, niedołężni
i zdani na łaskę innych ludzi. Wmawiają nam przez całe życie, że to coś najgorszego.
Jej wizja jawi
się jako coś czego panicznie nie chcemy a wręcz nie potrzebujemy.
Ja sama jestem
wielka fanką zdania „mam nadzieje w wieku 70 lat już mnie ty nie będzie”.
Czy jednak na
pewno mam racje?
Czy to jest
takie pewne, oczywiste i dla każdego?
Wiek dojrzały
kojarzy się z samotnością, bezsilnością, byciem przesadnie miłym lub odwrotnie
przesadnie wrednym. Wiele osób wprost deklaruje, że rodzicielstwo rozważyło właśnie
po to „by miał kto podać na starość szklankę wody”.
C
Coraz bardziej
świadome pokolenia starają się oswajać starość. Oglądałam materiał w znanej
telewizji, gdzie na śląsku zorganizowano „przedszkole dla starszych ludzi” oraz
dom opieki dziennej. Są miasta na świecie, gdzie dorośli ludzie żyją w dorosłej
komunie. Mają swoje osiedla a w nich organizowane są adekwatne do dorosłego
wieku rozrywki.
Coraz bardziej
świadome jednostki, ledwie pojawiają się pierwsze symptomy dorosłości zaczynają
przesadnie dbać o swoje ciała. Katują się dietami, budują mental, zdrowe
nawyki. Szprycują swoje ciała chemią, która za na emeryturze ma dać im dobrą
kondycje.
Z wszech sił
próbujemy zatrzymać upływający czas.
Mam wrażenie,
że współcześnie większość osób świeci na zielono hurtem łykanym kolagenem.
Moda by
farbować włosy na siwo, powoli mija choć wciąż nie schodzi z pierwszych stron
fryzjerskich trendów.
W internetach
jest coraz więcej stron dla ludzi 60+ na temat mody, a w telewizji programów
typu miłość w każdym wieku.
W tym nie ma
nic złego. Przecież to ludzie, budujący te telewizje i internety są dziś
seniorami.
Jaki to
wszystko ma sens, skoro w pewnym wieku utracimy nawet pamięć?
Ujmują mnie
zdania „każdego z nas to czeka” i „starość się Panu Bogu nie udała”
Na pewno się nie
udała i na pewno jest dla każdego?
Czy na pewno,
fakt posiadania dzieci oznacza, ze na starość będzie miał kto podać szklankę
wody?
Po trochu każdy
z nas boi się starości. I po trochu każdy z nas próbuje znaleźć swój sposób na oswojenie
tego co teoretycznie nie uniknione.
Mnie się jednak
starość, wydaje wielkim darem, prezentem i łaską od samego Boga.
Każdego dnia
naszego, życia zużywa się nasze ciało. To jest fakt i bez sensu mu zaprzeczać. Czy
jednak nie jest pięknym by zobaczyć ciało tego noworodka gdy przejdzie już
wszystkie fazy życia?
Widzieć je gdy
było słodkim bobaskiem, potem przedszkolakiem, zbuntowanym nastolatkiem,
zapracowanym człowiekiem w dorosłym wieku i wreszcie tym, który przeżył swoje
życie?
Nie każdemu
będzie dane widzieć siebie w pełnym rozkwicie, a tym bardziej stanie się
drzewem gubiącym jesienne liście i przygotowującym się do swojej ostatniej
zimy.
Nie każdemu z
nas będzie dane zobaczyć uroczy uśmiech, uroczej staruszki, którą się stał.
Nie każdy z nas
będzie miał szczęście Pani Leokadii, by zachwyconej nią 45 latce opowiadać jak
w młodości walczyła w powstaniu.
Nie każdy z nas
będzie miał ten zaszczyt poznać własne wnuki.
Nie każdy z nas
będzie miał to nieprawdopodobne szczęście by odkryć samego siebie gdy wszystko
co mieliśmy już zrobić w tym życiu, będzie za nami.
Bogusia ma 2
wspaniałych synów i 4 kochających wnuków. Prowadzi salon fryzjerski na Żoliborzu.
Wciąż chodzi na szpilkach, używa drogich olejków do pielęgnacji twarzy i wciąż jest
obiektem męskich marzeń.
Jej synowie
wyjechali do stanów. Mąż dawno temu zmarł. Kto jej poda szklankę wody?
Basia wychowała
2 dzieci. Klaudia miała niewiele ponad 20 lat gdy straciła mamę, Misiek był
nieco starszy. Była piękna, przebojowa i miała wspaniałe dzieci. Ludzie ją
lubili, praca się układała. Zmarła w wieku 55 lat na srovid.
Nie będzie jej
dane zobaczyć ukochanej Klaudii na ślubnym kobiercu. Nie pogłaszcze ukochanego
psa w jego ostatnim oddechu.
Zostanie
wiecznie młoda i wiecznie piękna we wspomnieniach tych, dla których była ważna.
Tylko tyle i aż tyle.
Mój Krzyś –
pewnego dnia wszedł do wanny i już z niej nie wyszedł. Nie doczekał nawet
matury ukochanej latorośli. Miał 45 lat. Na jego grobie jest rozrywający moje
serce napis „zbyt szybki, zbyt nagle”.
Kiedyś
spacerując cmentarzem brudnowskim minęłam grób pewnego mężczyzny. W śród
typowych napisów była marmurowa księga, postawiona
na pamiątkę od pewnej o ironio też Basi. Bardzo szczere wyznanie dla byłego
partnera, z którym po latach się zeszli. A w którym ona mu dziękuje, że choć na
chwile się odnaleźli.
Kilka set
metrów dalej na tym samym cmentarzu, nie opodal grobu mojej Basi jest biały
pomnik, na którym zawsze palą się znicze, stoją misie i aniołki. Na płycie
zdjęcie dziecka w typowej dla chemików czapeczce. Dzieci umierające na raka
mają w oczach coś niezwykłego. Patrząc w nie, nie widzisz chemii, cierpienia,
bólu, setek wenflonów tylko te szkliste i radosne oczy. Tak pełne życia. Tak pełne
miłości. Niosące w sobie tak wiele radości.
Dzieci
onkologiczne wiedzą jak każdy drobiazg jest wielkim darem.
Dzieci
onkologiczne jak nikt inny umieją cieszyć się na zapas. Bo jak nikt inny
rozumieją czym jest przemijanie.
Mijając te dwa
groby zawsze myślę, że to mogłam być ja.
Ja też jestem przecież,
dzieckiem dziecięcej onkologii.
To mogła być księga,
której wykucie zleciłam ja. Moja dawna miłość, przecież wciąż przychodzi w
snach ilekroć zbliża się kolejne zranienie.
Na cmentarzu
gdzie spoczywa moja ukochana Babcia jest pewien bardzo stary grób. Wiele lat
bezrefleksyjnie go mijałam, aż odkryła ledwie widoczny napis „pogrążony w
żałobie mąż i osierocone dziatki, proszą o westchnienie”. Od tamtej pory zawsze
modle się za tych, których groby dawno zapomniane. Zwłaszcza o tę, której mąż i
dzieci wciąż proszą o westchnienie.
Gdy po 30
latach przekroczyłam prób gabinetu lekarza, pani doktor z uśmiechem i
niedowierzaniem westchnęła „Basia. To ty jeszcze żyjesz, my dawaliśmy ci góra
30 lat”. Miałam ich wtedy już 39 a na Kasprzaka byłam z kurtuazyjną wizytą.
Te ich historie
i te moje historie, cudem unikniętej śmierci można by mnożyć i mnożyć w
nieskończoność.
Świat zna tryliardy
opowieści o osieroconych dzieciach, rodzicach i miłościach.
To prawda, w
pewnym wieku nasze ciała są już mocno zmęczone i zużyte. Ich zmęczenie to cena
za życie, za każdą chwile, uśmiech, łzę, doświadczenie.
Chce cię
kochać, takiego jakim jesteś dziś. By nie mieć do ciebie pretensji, że tylko w
snach byłeś gdy był czas by nasze ciała tak się kochały a nie tylko dusze. Tak chce
kochać moje ciało, każdą z faz rozwoju swojej głowy i duszy. Wreszcie tak chce
żyć z każdą bodaj najmniejszą miłostką jaka się w życiu pojawia. Nigdy nie
wiadomo, kiedy nadejdą dni gdy on wróci ze swej misji do pustego domu a ona
pojedzie z białą różą by ostatni raz towarzyszyć mu w jego ostatniej drodze. Nie
wiadomo nawet czy, będziemy mieli to wielkie szczęcie by odnalazła nas na jakimś
faceboku jego pogrążona w żałobie matka. By w dzień naszych 44 urodzin, dać
najpiękniejszy i najokrutniejszy zarazem prezent w postaci wiadomość „przepraszam, że piszę
wiem, że byłaś dla Krzysztofa ważna. Krzysztof nie żyje, Jego pogrzeb odbędzie
się…”
Nigdy nie wiemy
co przyniosą nam kolejne urodziny. Nie wiemy nawet czy nadejdą. Nie wiemy nawet
czy będzie w naszym życiu ktoś, kto wyśle wiadomość do kogoś dla nas ważnego,
że wyruszamy w ostatnią drogę.
Dziś jest 21
maja 2026 roku. Mam 45 lat, nadal żyje.
Moje serce
wypełnia miłość, wdzięczność i poczucie dobrze wykorzystanego czasu.
13 lat temu też
był 21 maja ale 2013 roku. Mieszkałam wtedy w nowym mieście nad pilicą. Czekałam
na kuriera, który się spóźniał. Gdy dzwony w kościele zadzwoniły odruchem
odmówiłam modlitwę za zmarłych. Nie rozumiałam tego, ale moja dusza wiedziała
wszystko. Sekundę później przyjechał kurier. Sekundę wcześniej zadzwoniła moja
mama z informacją, że Babcia nie żyje.
Od tamtej
sekundy w moim życiu nic nie jest takie samo. Z wyjątkiem jednego. Nie przestałam
kochać, tęsknić i płakać gdy Ją wspominam.
Moja Babcia była
mniej więcej w moim wieku gdy mnie poznała. Ona była dojrzałą 45 latką ja
dzieckiem jej najstarszej córki. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Tak moja
do Niej jak jej do mnie. W chwilach gdy mój narowisty charakter pchał mnie w
najczarniejsze doświadczenia, to właśnie Jej miłość sprawiała, że zatrzymywałam
się tuż nad przepaścią. W życiu miałam tylko jedną granicę i jedno zdanie „pamiętaj,
że jeśli to zrobisz zranisz Babcie”. Moja Babcia i szczęśliwie moja największa przyjaciółka,
Każdą rade, nawet najbardziej brutalną kończyła słowami „Wiesz czemu to robię?
Bo cię kocham i chce Twojego dobra a wiem jaka jesteś narowista” . Tym jednym
zdaniem odbierała argumenty, całą złość, doprowadzała do łez i chroniła całą
mnie.
Zawsze to
powtarzałam i zawsze to będę powtarzała… ta jedna miłość -miliard razy
uratowała mi życie. A moim największym szczęściem jest to, że raz ktoś mnie
POKOCHAŁ NAPRAWDĘ!
Moja Babcia
była żoną jednego męża, odeszła mając 6 dzieci, 9 wnucząt i 3 prawnucząt.
Nie zostawiła
po sobie ani wielkiego majątku ani spektakularnych osiągnięć. Żyła skromnie i
pokornie. W dzień ciężko pracując w polu, o zachodzie słońca odmawiając
różaniec, o wschodzie wyprowadzając krowę na pole i karmiąc młode kurczaki. A w święta jednocząc przy wspólnym stole cała rodzinę.
Ona miała 81 lat, ja 33 gdy ostatni raz ucałowałam jej czoło i spracowane ręce.
Dziś,
poszukując sensu i wielkich osiągnieć myślę, że właśnie na tym polega życie.
By bez
warunkowo kochać i bezwarunkowo być kochanym.
Moja Babcia
miała wielkie szczęście, by poznać siebie gdy była najpiękniejsza. By poznać
swoje wnuki i prawnuki. By doświadczyć tej nieprawdopodobnej miłości szalonej
wnuczki i przesłodkiej prawnuczki.
Ani Basi, ani
Krzysiowi nie będzie to dane.
To nie prawda,
że „starość się Panu Bogu nie udała”. To nie prawda, że „każdego z nas to czeka”.
Starość nie
jest piękna. Ona jest przepiękna. Jest najpiękniejsza.
Starość nie
jest dla każdego. Ona jest tylko dla wybranych.
Dzięki
doświadczeniu starości nasze życie staje się kompletne, całe, pełne.
Dlatego dla
mnie, której od co najmniej 10 lat już tu nie powinno być jest ona czymś najpiękniejszym.
Dostępnym tylko dla nielicznych i dla wybranych.
Wiem, że nie
każdy miał szczęście mieć tak kochającą Babcie jak miałam ja i tak kochając
wnuczkę jak miała ona. Ale wiem też, że to od nas zależy jakimi chcemy się stać
gdy nasze silne ciała zamienią się w zmęczone życiem ciałka.
Dlatego gdy
świat łyka kolagen, ja karmie świat bodaj najgłupszym uśmiechem. I jeśli będzie
mi dane dożyć pełni swojego życia to jedno co chce po sobie zostawić to serce,
które kochało i uśmiech który cieszył.
Ps. Uwierzcie
mi nikt nie cieszy się bardziej życiem niż dzieci onkologiczne. My doskonale wiemy
czemu tak ważny jest zachwyt każdym pyłkiem babiego lata. A ja choć dorosła,
nigdy nie przestanę być jednym z tych właśnie dzieci.
Drogi czytelniku,
Gdy następnym razem znów pomyślisz, że starość jest zła, pomyśl jak nie
oczywistym jest poznanie siebie gdy będziesz aż tak dorosły by nazwali cię
starym.
Ściskam z
miłością Zora.
Komentarze
Prześlij komentarz