Aksamitnie
czyste niebo
Księżyc w
ostatniej kwadrze przed wrześniową pełnią, która czai się tuż za rogiem rozświetla
ciemny las.
Niebo zdaje się
być idealnie czyste. Energia uporządkowana. Powietrze wolne od toksyn.
W tej czystości
widać anioły i słychać ich głos.
Tyle się
ostatnio działo, że umknął mi ich szept. Przeszedł jakby niezauważenie.
Indianie wierzyli,
że całując kogoś w czoło, całujesz jego
duszę. Choć to tylko legenda lubie w nią wierzyć, bo jest coś naprawdę
intymnego w takim pocałunku. To jak powiedzieć go bardzo kochasz, szanujesz, że dla niego
jesteś, nie używając żadnych słów, bo te pocałunek mówi to wszystko za ciebie.
Takiego pocałunku
nie zapomnisz nigdy. Nawet gdy wir, życia wciągnie cie na swoje tory tak
bardzo, iż nie zauważysz przelatujących nad tobą Aniołów.
Raz dotknięty tym
niewinnym gestem, będziesz czuł się bezpiecznie ilekroć wiatr muśnie twe czoło.
W tym czystym
niebie, subtelnym wietrze, gdzieś między Aniołami zdaje się wciąż z czułością całować
moje czoło ten, który nauczył mnie kochać słoneczniki.
Jakie to
szczęście mieć na czole wspomnienie najdrobniejszego i najpiękniejszego gestu
za razem. To sprawia, że nawet gdy tęsknisz to twoje myśli wypełnia czułość
miast rozpaczy.
Mój świat się nie
zatrzymał, 10 września 2024 roku, gdy pan na skrzypcach wygrał sen o warszawie.
Może właśnie wtedy wszystko się zaczęło. Może właśnie w tamtych łzach zrozumiałam
więcej niż przez wszystkie wcześniejsze lata. Może właśnie wtedy zamknęłam
wszystkie bez sensu otwarte drzwi. Może właśnie w tamtym momencie doceniłam wartość
wszystkich wspólnych lekcji. Sama nie wiem. Jestem jednak pewna, że ten drobny
gest przemycony, gdy pozowaliśmy do zdjęć dziś sprawia, że nadal jesteś.
Dzisiejsze niebo
jest idealnie czyste. Żadnych toksyn, zbędnych ozdobników. poprostu czyste
niebo, bez zbędnych gwiazd. I takim kocham niebo najbardziej.
Ktoś mi kiedyś
powiedział, że zawsze będziemy zasypiać pod tym samym niebem, niezależnie gdzie
on jest.
Coś w tym jest.
Nawet jeśli to tak bardzo nie realne.
Prosiłeś by nie
przestawała pisać. Gdy przestałam, wróciłeś wraz ze wspomnieniem indiańskiej opowieści
o pocałunku w czoło, który otwiera dusze. Dwa lata od twojej śmierci pojmuje
jak niepozorna z pozoru znajomość umiała otworzyć i ochronić dusze.
Dziękuje Ci
Krzysiu, że wciąż budzisz moją dusze.
Zora
ps.
Komentarze
Prześlij komentarz