Przejdź do głównej zawartości

I ja to doceniam

I ja to doceniam

 

Rozmowy z MD nigdy nie są ani krótkie ani banalne, choć zwykle tak się zaczynają.

Rozmowy z MD, zawsze mają w sobie pierwiastek problemu, z którym Gośka przychodzi.

W rozmowach z MD, zwykle staję w pozycji mentora.

 

Po 20 latach, coś tam o sobie już wiemy.

Nasze drogi czasem były zupełnie inne a czasem bardzo podobne. Jedno jest w tym naprawdę wartościowe. Ona tak samo jak ja w odpowiedzi na swoje smutki zamiast się poddać, szukała źródła. Dla bardzo wielu dróg byłam jej inspiracją. To dzięki mnie między innymi trafiła na kanał naszej kochanej Izabeli.

Ona poszła w tym krok dalej. Przeszła cały program, dotarła na warsztaty, wyściskała tak bliską nam obu mentorkę. Realnie zmieniła swoje życie. Moja droga jest inna, zatem punkt do którego zmierzam wymaga dłuższej wędrówki.

Wydatek energetyczny jaki ponoszę by odpowiedzieć na jej dylematy bywa bardzo duży.

Coraz częściej jednak doceniam jej obecność w moim życiu.

Tylko z nią tak wprost mogę rozmawiać o czymś co dla innych jest w uproszczeniu szamaństwem.

Gdy w rozmowach używam trudnych słów, dziwnych terminów to ona wie jaką niosą wartość. Gdy mówię o energii, o przekonaniach, o wdzięczności, to ona rozumie mój przekaz.

Kurczę jaka to jest ulga i wartość, rozmawiać z kimś kto cię rozumie. Nie tyko nie ocenia ale traktuje jak partnera do rozmowy. Z odkąd obie przeszłyśmy drogę rozwoju duchowego, nasze rozmowy mają wymiar nie babskiego pitu pitu ale wzmacniają zdobytą już wiedze.

To naprawdę wartościowe mieć kogoś komu nic nie musisz tłumaczyć. Kto nie ma cię za nawiedzonego dziwaka. Kto swymi pytaniami sprawia, że ty sam idziesz wyżej.

 

Na pewnej wysokości wszystko pachnie inaczej. Większość tam nie dociera, zatem albo się cofasz albo pozostajesz samotnym odmieńcem.

Ja nigdzie nie pasuje.

Jestem zbyt duchowa dla katolickich środowisk i zbyt katolicka dla wyznawców innych dróg. Jestem zbyt wrażliwa dla przedsiębiorców i zbyt realna dla artystów.

Jestem zbyt liberalna na żonę i zbyt konserwatywna na kochankę.

Tak naprawdę nie wiele jest miejsc gdzie mogłabym stanąć i być na 100%.

 

Kilka dni temu, znajomy /już dawny znajomy/ oburzył się, że zrugałam go jak burą sukę za to że wypuścił moje papugi.

Kilka dni temu znajoma oburzyła się, że wyznaczyłam jej granice i stanowczo zażądałam szacunku, gdy ona kolejny raz w ostatniej chwili odwoływała spotkanie.

Kilka tygodni temu zamilkłam po tym jak ostro wyraziłam swoje zdania na temat pewnej damko-męskiej kwestii.

Dawniej bym zrugała samą siebie to za spalone mosty, to za brak empatii to za wyznaczanie granic gdy komuś się życie wali.

Dziś potrzebuje być egoistą, który odbiera prawo by się ranić, nie szanować, umniejszać.

Dziś jestem egoistą, który wytycza granice i nie pozwala ich przekraczać.

Kiedyś bardzo się przejmowałam jak moje decyzje wpłyną na losy świata. Dziś jestem wdzięczna za każdą Gosie w swoim życiu. Za każdą osobę, której nie muszę tłumaczyć swojej przemiany. Za każdą osobę, która została choć przestałam pasować do utartych schematów.

 

Częstotliwość, na której żyje nie jest już częstotliwością ofiary, na której większość ludzi mnie poznała.

Pole jakie emituje nie jest już polem kobiety, która nie zna swojej wartości.

Energia z jaką idę nie jest energią braku i silnej potrzeby akceptacji.

Wiele osób karmiło się moim zagubieniem, słabością, poczuciem niewystarczalności.

Kiedy przestałam być człowiekiem, od którego każdy mógł czuć się lepsz,y poznałam prawdziwe oblicza i intencje tych którym pozwalałam karmić się swoją energią.

Smutne są te wnioski ale dziś nie o nich a o wdzięczności.

Ludzie nas używają. W ten czy w inny sposób. Zwłaszcza, gdy jesteśmy słabi i w energii braku.

Ładują w nas tanie manipulacje to, że jesteśmy im potrzebni to że oni są nam niezbędni.

Przeszłam cholernie długą drogę by tak naprawdę wrócić do siebie.

Bo ja zawsze byłam tą osobą, którą teraz jestem. Tylko dałam sobie wmówić, że jestem gorsza niż jestem.

Raptem rozmawiam z Gośką i uświadamiam sobie, że to wcale nie jest tak, że jestem inna, dziwna zła, stara czy brzydka. Jestem zupełnie normalna, po prostu nie wszędzie pasuje.

Ostatnia rozmowa z Gośką uświadomiła mi bardzo ważną rzecz.

Każda osoba, dla której przestałam być użytecznym narzędziem a która wciąż jest ze mną , jest ważna i jest wartością.

Niesamowicie doceniłam swoją prace, te resztkę znajomych, ciało, energie.

Poza jednym Krzysiem nie żal mi nikogo kogo straciłam w ostatnich latach.

Nie rezonuje już z tymi, którzy nie potrafią latać i funkcjonować na wyższych częstotliwościach.

Ale nie cofne się tylko dla tego, że tak wypada. Albo co gorsza nie zacznę o sobie myśleć, że jestem za stara, za dziwna, za bardzo jakaś tylko dla tego, że ktoś potrzebuje mnie w wersji zahukanej myszy.

Za dużo pieniędzy, czasu i energii wpompowałam we własną głowę by komukolwiek pozwalać się umniejszać.

Rozumiem, że ludzie potrzebują czuć się lepsi od innych. Potrzebują naszych chorób, problemów, samotności. Ale to jest ich problem, że nie potrafią odnaleźć własnej wartości w sobie. Nie mój.

Ja mam pełne prawo żyć w pełni swojego potencjału. Nie zależnie od tego czy on kogoś zawstydza czy nie.

Całe lata stawiałam się  w pozycji ofiary tylko po to by ktoś poczuł się lepszy. Zawsze wiedziałam, że to wszystko jest nieprawdą. Ale tak mi było wygodniej w tamtym momencie. Bałam się zostać sama.

Gosia mi uświadomiła, że dla ludzi wartościowych jestem wartością a dla nie wartościowych użytecznym lub nie narzędziem.

Dlatego wybitnie szanuje i doceniam, każdego kto został, choć przestałam być wioskowym głupkiem, starą wycieraczką leżącą na progu starych drzwi czy innym dziwadłem.

Wielu ludzi w życiu poznałam. z wielu musiałam zrezygnować.

Ale jest kilka osób, które tak jak ja nigdzie nie pasują na 100%. Dla mnie to są antyki. Cudowne unikalne antyki. Bardzo doceniam, obecność każdej z tych osób.

 

Wilki nie żywią się padlinami. Tym karmią się sępy.

Wilk doskonale wie co robi.

Ani nie jestem padliną ani nie umiem latać z sepami.

 

 Doceniam natomiast każdego człowieka, który umie tańczyć z wilkami.

Pozdrawiam

Zora

  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kwiatki na dzień Matki

  Kwiatki na dzień Matki Obserwując przedwyborcze zmagania kandydatów na Prezydenta RP, zauważyłam że jedną z istotniejszych kart przetargowych, są prawa kobiet. Politycy prawicy stają w obronie dzieci nie narodzonych. Lewicy zaś w obronie prawa do decydowania o własnym ciele przez kobiety. Temat kobiet rozgrywany jest niczym rozdzielana szmata, między sępami. Argument jaki padł przez pytającego w jednej z debat brzmiał „kobiety nie chcą rodzić bo boją się, że nie będą mogły potem usunąć dziecka”. Przyznaje, że jest to jeden z większych absurdów jakie słyszałam. Ta teza powinna brzmieć raczej „kobiety nie chcą uprawiać sexu bo boją się że nie będą mogły usunąć błędu chwilowej przyjemności” lub „mężczyźni nie chcą mieć dzieci, więc unikają związków z kobietami bo nie można szybko pozbyć się potem kłopotu”, „ludzie nie mają ochoty na stosowanie antykoncepcji” itp. Generalnie każdy inny argument, niż ten który usłyszałam. Dziennikarka jednak wybrała najgłupszy z możliwych sposób wal...

Pukając do zamkniętych drzwi

  Pukając do zamkniętych drzwi Gdy pierwszy raz rozstawałam się z M, powiedział „rozumiem, że musimy się terez rozstać, masz racje fatalnie się zachowałem, ale proszę zamknij brame ale pozostaw lekko uchyloną furtke” Mniej więcej 3 miesiące później znów byliśmy razem. To rozstanie było nam bardzo potrzebne. Po pierwszym rozstaniu i po pierwszym powrocie, zmieniło się dosłownie wszystko. Mam wrazenie, że żadne z nas nie zmarnowało tych miesięcy bez siebie. Po tych paru miesiącach rozłąki, jeszci siłyze wiele lat tworzyliśmy naprawdę zgrany duet i bardzo fajny związek. On dopiero wtedy stał się naprawdę dobrym związkiem. Po kolejnym rozstaniu, nasz związek przetrwał ledwie rok. Ale to były zupełnie inne okoliczności. Niestety tym razem stanęła między nami straszna anna, która wyzwalała w nim tak silną agresje, że już nic się z tym nie dało zrobić. Gdy pojawiają się nieporozumienia, warto walczyć. Niestety gdy pojawia się przemoc, nie ma już co ratować. Brak szacunku, zawsze pro...

Lekka łatwa i przyjemna historia

Opowiadanie Tej historii opanowałam do perfekcji. Potrafię to robić w pierwszej osobie równie łatwo co w bezosobowej trzeciej. Te historie potrafię opowiadać jako mentor- ku przestrodze, jako przedsiębiorca – jako element biografii wybitnego człowieka i jako ja Barbara, która jej doświadczyła. Te historie potrafię opowiadać bez emocji jak bym cytowała poradnik psychologiczny i emocjonalnie, jak bym czytała dobrą powieść, która do samego końca trzyma w emocjach. Moja osobista historia, najmniej wiarygodnie brzmi gdy opowiadam ją jako ja. Ja – Barbara Jastrzębska – która osobiście jej doświadczyła. Opowiadanie tej historii najmniej wzrusza samą mnie, gdy ją opowiadam. Zauważyłam, że nie ma człowieka na którym by nie zrobiła wrażenia. Nawet największa bezduszność nie umie przejść obok niej obojętnie. Ta historia to prawdziwy wyciskacz łez. Walka dwóch aniołów, z których jeden ciągle próbuje zniszczyć drugiego a ten drugi dzielnie staje ponad to czym został ugodzony. Jakże pi...