Przejdź do głównej zawartości

Zmęczona Etna

 

Zmęczona Etna

 

Jestem zmęczona, tak okrutnie zmęczona!

Zmęczona całą tą kulturą, taktem, klasą. Całym tym byciem miłym dla nie miłych.

Jestem zmęczona, tak okrutnie zmęczona. 


Zagryzaniem warg, gdy chcę krzyczeć.

Jestem zmęczona, tak okrutnie zmęczona każdą nie wypowiedzianą prawdą.

Tak okrutnie zmęczona byciem grzeczną, miłą, poprawną.

 

A co gdyby pewnego dnia, każdemu z nich wyznać prawdę.

Co gdyby każdej osobie powiedzieć co tak naprawdę o niej myślę, jak czuje jej zachowania?

A co, gdyby przyznać się do każdego z kłamstw?

A co, gdyby przyznać się do każdego udawanego orgazmu?

A co, gdyby odszczekać te wszystkie kłamstwa o tym, jak to się w nich wierzy?

A co, gdyby każdemu z nich powiedzieć prawdę?

Dokładnie taką, jaką jest prawda?

 

Koty przynoszą swoim właścicielom myszy. gdyż uważają ich za głupsze koty, które same nie umieją łowić.

A co jeśli każda z dobrych rad jakie udzieliłam była właśnie taką myszą, przyniesioną przez mądrego kota, głupiemu kotu?

 

Jestem tak okropnie zmęczona latami kłamstw, jakimi raczyłam świat!

Nie mam ochoty już dłużej udawać!

 

Gdybym wyznała prawdę, to nic by to nie zmieniło.

Mężczyźni poszli by w inne ramiona szukać podziwu. Kobiety uznały by mnie za wredną.

 

Może, jednak nie jestem tak wspaniała jak chciałam by świat o mnie myślał?

Może jestem wredna, dwulicowa i tylko udaję miłą?

 

Może nie powinnam szukać wymówek, anegdot, teorii, wymyślonych bajek?

Może nie powinnam brać całej winy na siebie?

Może ten takt, to jednak był błąd?

 

Czy nie uczciwiej było by powiedzieć każdemu z tych mężczyzn, że każda z tych wymówek była kłamstwem?

Czy nie uczciwiej było by powiedzieć, każdemu z kolegów, że został właśnie nim dla tego, że nie podobał mi się jako mężczyzna, kochanek, mąż?

Może uczciwiej wobec nich i siebie było by wyjść na te wredną ale powiedzieć wprost, że nie akceptuje ich zapachu, zachowania, ciała, charakteru, osobistej historii, życiowych ambicji?

 

Czy słusznie postępowałam uważając,  że lepiej by to oni znikali niż miałabym ranić ich ja.

Czy słusznym było, że każdemu człowiekowi pozwalałam odchodzić w poczuci wyższości i tego, że to on dokonał tego wyboru? Przecież chciałam tych zakończeń znacznie wcześniej niż nadchodziły. A każdy z tych ludzi był w moim życiu tak długo jak ja sama tego chciałam.

Zastanawiam się, czy chociaż raz, chociaż jednej osobie powiedziałam prawdę o przyczynach naszego rozstania.

Czy chociaż jednej z koleżanek, kolegów, kochanków, chociaż raz powiedziałam, że ten głupi pretekst był miesiącami obmyślanym przeze mnie planem ucieczki?

 

A co jeśli straszna anna miała racje mówiąc, że to wszystko mnie spotyka bo jestem złym człowiekiem?

Może jestem. Tak wiele osób w życiu okłamałam.

Przecież to nie Beata wyglądała ładnie w sukience, tylko sukienka była ładna. Przecież, wcale nie chodziło o to, że on ma żonę. On mi się po prostu nie podobał jako człowiek. Przecież, ta przyjaźń totalnie nie spełniała moich oczekiwań. Była po prostu wypełniaczem chwilowej pustki. Przecież, ten sex był zupełnie przeciętny i godziłam się na niego z czystego lenistwa. Bo zupełnie nie miałam ochoty rozglądać się za kimś lepszym.

 

Tyle lat udawało mi się wszystkich okłamywać! Zadziwiającej z jaką lekkością budowali swoją wyższość na kłamstwach jakimi ich, o nich samych raczyłam. Czy naprawdę ludzie są tacy głupi, by tego nie zauważyć? Czy naprawdę przez tyle lat, nikt się nie dopatrzył fałszu tych komplementach?

Jakie to wredne, że tyle lat bezkarnie budowałam w ludziach poczucie wartości jednocześnie mając o wielu z nich tak marne mniemanie. Jak to źle o mnie samej świadczy. Niby niewinne, nic złego nie robiące, wręcz przeciwnie a jednak kłamstwa. Kłamstwa, na których pozwalałam by ci biedni ludzie budowali siebie, swoją tożsamość, wzajemną relacje.

Czy tymi kłamstwami nie uczyłam ich budować zamki na piasku?

Jak wielu z nich życie rozpadło się, przy pierwszym zetknięciu z rzeczywistością wolną od moje karmiącej ich ego dyplomacji.

Czy nie większą przysługą było by powiedzieć każdemu z nich jakie ma wady zamiast karmić ich ega, fałszywymi komplementami?

 

A gdyby każdemu z nich wyznać każde kłamstwo?

Być może przestali by mnie lubić ale wreszcie zrobili z sobą coś konstruktywnego.

Być może niektórzy posypali by się jak zapałki i uznali mnie za wredną i złośliwą?

Przestali by lubić? Czy może przyznali, że oni o mnie mieli podobne zdanie?

 

Ja jednak wybrałam bezpieczniejszą drogę. Drogę fałszywej dyplomacji, fałszywych komplementów, pomijanych prawd, nie wytykanych wad. Uznałam wiele lat temu, że ludzie są z natury mali dlatego mówienie prawdy nie ma sensu.

 

Jakie to głupie, egoistyczne i komfortowe … udawać całe lata spokojną Etne….

Mam dziś tylko jedną wątpliwość…. Czy nie mówiąc prawdy dobrze zrobiłam? Zostawiłam siebie przecież z tą niewykrzyczaną prawdą!

Może ludzie wcale nie są tacy głupi i słabi by jej nie unieść? Może nie doceniłam ich siły?

Życie pokazuje, że to co jest zbudowane na kłamstwie i tak się rozpadnie. Czy ten ktoś się dowie o naszych kłamstwach czy nie. Czy ten ktoś się dowie, że w każdym z jego słów widzieliśmy jego kłamstwa czy nie. Tam, gdzie w szczelinach fundamentów, ktoś wmurował kłamstwa, dom się rozpadnie.

 

Chociaż tak strasznie jestem zmęczona każdym niewypowiedzianym zdaniem, ufam że te dyplomatyczne kłamstwa były jedyną słuszną drogą.

Doprawdy sama nie wiem co lepsze co gorsze.

Czy ta brutalna prawda, czy te dyplomatyczne kłamstwa.

Wierzę jednak, że za każdą z moich decyzji szły dobre intencje.

Wierzę, że nie mówiąc tej prawdy szczerze nie chciałam nikogo zranić i wybierałam właśnie takie zakończenia, które wydawały mi się najmniej raniące te drugą stronę.

Zawsze wydawało mi się, że lepiej zrobić z siebie idiotkę, którą ktoś odrzuca. Niż powiedzieć mu wprost, że nie akceptuje go takiego jakim jest lub, że jestem już tym kimś zmęczona.

 

Tak ula – byłam zmęczona dźwiękiem twojego głosu, gdy krzyczałaś na dzieci.

Tak sławek – byłam zmęczona twoim ciągłym pluciem jadem na milke

Tak annno – uważam, że to co cie spotyka jest słuszną karą, a ty jesteś bardzo złym i brzydkim człowiekiem

Tak tomek – irytowało mnie twoje plotkarstwo

Tak hohlik – zawsze uważałam cie za prostaka z ładna buzią

Tak potrek – jesteś żałosną mamałygą

Tak pucisiu – lubiłam cie, ale zawsze uważałam że jesteś dla mnie za mało

Tak darku – jedno co w tobie lubiłam, to to jak byłeś we mnie zakochany  a każdy komplement był kłamstwem. Miałeś racje, jesteś brzydki.

Tak Stasiu – mam do ciebie bardzo dużo żalu i tak strasznie chciałabym ci go wykrzyczeć

Tak maćku, marku, pawle, michale, andrzeju, dariuszu, rafale i inni– w nosie mam wasze żony, partnerki, własne sprawy, te wszystkie wymówki - ty mi się porostu nie podobałeś

 

Czy mówiąc tym ludziom prawdę, poczuła bym się wolna?

Czy gdybym każdemu z nich powiedziała prawdę o tym jak czuje się sama ze sobą, jak wygląda moja Belgia, Olsztyn, zdrowie, finanse, relacje, pasje – to miało by jakikolwiek sens?

 

Jakie to ma znaczenie, co myślą o nas ludzie. Ważne jak my się czujemy sami ze sobą.

A ja się dziś czuje zmęczona własnymi kłamstwami o tym jak fajni są ludzie, których być może nigdy nie miałam za fajnych.

Dziś czuje się zmęczona kłamstwami o tym jaka jestem silna, rozsądna, spokojna, wyrozumiała.

 

Przed laty ukochana Babcia mi radziła bym przestała być narowistym koniem.

Słuchając jej, uspokoiłam swoje emocje. Przestałam palić za sobą mosty, krzyczeć prosto w oczy prawdę, szybko jeździć samochodem, słuchać głośno rocka, zadawać się z ludźmi zdolnymi unieść moją porywistą naturę.

Zmusiłam samą siebie do znikania, gdy chcę krzyczeć. Do milczenia, gdy potrzebuję mówić. Do spokojnych spacerów, gdy potrzebuje napierdalać z całych sił w tybetańskie bębny. Do letniej bliskości, gdy pragnę dzikiego ognia. Do słodkiej kawy z mlekiem, gdy chcę zimnej wody prosto ze studni. Do jedzenia mięsa, chociaż brzydzi mnie jego tekstura. Do udawania, że przestałam kochać teatr, chociaż każda z komórek mojego ciała za nim tęskni. Do spania w czystej pościeli, chociaż moje ciało pragnie zasnąć na zroszonej deszczem trawie. Do noszenia wygodnych trampek, chociaż tak płynę w szpilkach.

Wmówiłam mojemu autu, że jest już za stare by agresywnie wbijać się w zakręty.

Wmówiłam samej sobie, że spokojny dom jest lepszy od życia wiecznie w drodze.

Wmówiłam samej sobie ze tak jest lepiej…

 

Aż przyszedł dzień, gdy wybuchła spokojna dotąd Etna…

Jej gorąca lawa zalała całą wyspę, niszcząc wszystko to co zostało przez ostatnią dekadę zbudowane.

Ci, którzy znają mnie dziś być może nie wiedzą, że wszystkie te lata byłam uśpionym wulkanem…

Miasta budowane nad szybami kopalni się zapadają….

 

 

Może już czas by przestać nazywać się Zorą a wrócić do nazywania się Etną…

Może już czas przyznać, że wszystko co przez ostatnie lata budowałam było miastem po środku uśpionego wulkanu, który właśnie budzi się do życia.

 

 

Zora – uśpiona Etna

 

A co jeśli, tylko przy Stasiu mogłam być sobą… on też był wulkanem…

Dwa wulkany na jednej wyspie to zbyt wiele. Ta wyspa musiała zatonąć…

 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Kwiatki na dzień Matki

  Kwiatki na dzień Matki Obserwując przedwyborcze zmagania kandydatów na Prezydenta RP, zauważyłam że jedną z istotniejszych kart przetargowych, są prawa kobiet. Politycy prawicy stają w obronie dzieci nie narodzonych. Lewicy zaś w obronie prawa do decydowania o własnym ciele przez kobiety. Temat kobiet rozgrywany jest niczym rozdzielana szmata, między sępami. Argument jaki padł przez pytającego w jednej z debat brzmiał „kobiety nie chcą rodzić bo boją się, że nie będą mogły potem usunąć dziecka”. Przyznaje, że jest to jeden z większych absurdów jakie słyszałam. Ta teza powinna brzmieć raczej „kobiety nie chcą uprawiać sexu bo boją się że nie będą mogły usunąć błędu chwilowej przyjemności” lub „mężczyźni nie chcą mieć dzieci, więc unikają związków z kobietami bo nie można szybko pozbyć się potem kłopotu”, „ludzie nie mają ochoty na stosowanie antykoncepcji” itp. Generalnie każdy inny argument, niż ten który usłyszałam. Dziennikarka jednak wybrała najgłupszy z możliwych sposób wal...

Pukając do zamkniętych drzwi

  Pukając do zamkniętych drzwi Gdy pierwszy raz rozstawałam się z M, powiedział „rozumiem, że musimy się terez rozstać, masz racje fatalnie się zachowałem, ale proszę zamknij brame ale pozostaw lekko uchyloną furtke” Mniej więcej 3 miesiące później znów byliśmy razem. To rozstanie było nam bardzo potrzebne. Po pierwszym rozstaniu i po pierwszym powrocie, zmieniło się dosłownie wszystko. Mam wrazenie, że żadne z nas nie zmarnowało tych miesięcy bez siebie. Po tych paru miesiącach rozłąki, jeszci siłyze wiele lat tworzyliśmy naprawdę zgrany duet i bardzo fajny związek. On dopiero wtedy stał się naprawdę dobrym związkiem. Po kolejnym rozstaniu, nasz związek przetrwał ledwie rok. Ale to były zupełnie inne okoliczności. Niestety tym razem stanęła między nami straszna anna, która wyzwalała w nim tak silną agresje, że już nic się z tym nie dało zrobić. Gdy pojawiają się nieporozumienia, warto walczyć. Niestety gdy pojawia się przemoc, nie ma już co ratować. Brak szacunku, zawsze pro...

Lekka łatwa i przyjemna historia

Opowiadanie Tej historii opanowałam do perfekcji. Potrafię to robić w pierwszej osobie równie łatwo co w bezosobowej trzeciej. Te historie potrafię opowiadać jako mentor- ku przestrodze, jako przedsiębiorca – jako element biografii wybitnego człowieka i jako ja Barbara, która jej doświadczyła. Te historie potrafię opowiadać bez emocji jak bym cytowała poradnik psychologiczny i emocjonalnie, jak bym czytała dobrą powieść, która do samego końca trzyma w emocjach. Moja osobista historia, najmniej wiarygodnie brzmi gdy opowiadam ją jako ja. Ja – Barbara Jastrzębska – która osobiście jej doświadczyła. Opowiadanie tej historii najmniej wzrusza samą mnie, gdy ją opowiadam. Zauważyłam, że nie ma człowieka na którym by nie zrobiła wrażenia. Nawet największa bezduszność nie umie przejść obok niej obojętnie. Ta historia to prawdziwy wyciskacz łez. Walka dwóch aniołów, z których jeden ciągle próbuje zniszczyć drugiego a ten drugi dzielnie staje ponad to czym został ugodzony. Jakże pi...